środa, 28 października 2015

LBA ^^

Dawno tego nie robiłam :D
Zostałam nominowana do LBA przez Nessi (córkę Pana ze Słoneczga - bardzo mi się to podoba xd) oraz Vittorie di Angelo :>

Zaczynajmy.

Pytania Nessi:
1. Kim chciałaś być w dzieciństwie?
Weterynarzem. Zawsze <3 Dopóki nie zaczęła się chemia i fizyka [*]

2. Ulubione zaklęcie z HP?
Bombarda Maxima xdd

3. Umiesz grać na jakimś instrumencie?
Na flecie *.* Takie zdolne dziecko :D

4. Twoje hobby?
Siatkówka <3 Omnomnomnom xd

5. Ulubione parringi?
Julia+Warner, Nessi+Nico (xd), Percy+Annabeth, Ally+Carter, Aria+Ezra i w sumie to tyle przychodzi mi do głowy xd

6. Książka czy film?
Trudne. Zależy jaka książka i jaki film xd Czasem nie chce mi się czytać, więc wolę obejrzeć film, ale z drugiej strony to kocham książki ;>

7. Lubisz spędzać czas na dworze?
Średnio. W lecie to bardzo, ale przy takiej pogodzie nie lubię. Tak mam, że strasznie marznę xd

8. Twoje ulubione gry komputerowe?
Nie gram w gry komputerowe xd Ale kiedyś miałam Różową panterę i kochałam too <3

9. Ulubiony owoc?
Arbuz <3333

10. Masz zwierzę?
Nie jedno xd 4 psy i 7 kotów. Pozdro ;__;

11. Ulubione miejsce w twoim domu?
Mój piękny i cieplutki pokój <3

Pytania Vicky:
1. Ulubiona herbata?
Ważne, żeby była ciepła xd Ale taka z syropem malinowym, miodem i cytryną jest najnajnajlepsza na świecie *.*

2. Lubisz kawę?
To już nie jest w kategorii "lubię". Ja i kawa to raczej uzależnienie <3

3. Gdzie najczęściej piszesz rozdział?
W swoim pokoju, siedząc na podłodze i trzymając laptopa na łóżku (owszem, teraz też xd)

4. Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
BRAAAK

5. Ulubiony zespół/wykonawca?
George Ezra <3 Omnomnomnomnom :DDD

6. Ulubiony sklep?
Primark <33

7. Ile masz książek w biblioteczce?
*liczy* 26, ale niedługo będzie więcej ;>

8. Ulubiony kolor?
Fioletowy >.<

9. Ulubiony gatunek książek?
Fantasy ;* i przygodowe :)

10. W jakich fandomach jesteś?
PotterHead, PLLfamily, Demigods, Sherlockians, Cumberbitches i Lermaniac <3 Hahahah xd nazbierało się tego ;___;

11. LUBISZ PLACKI? xD
A kto nie lubi??!! Kocham placki! <3
****
To by było na tyle. 
Pozwólcie, że na razie nikogo nie nominuję. 
Rozdział będzie w piątek <3 Słowo herosa xd
xoxo ;*
Meggi

sobota, 24 października 2015

Rozdział 36

Długo wyczekiwany, jak dla mnie zbyt długo :) Tyle radości, że wreszcie mogę dodać ten rozdział :D

Oczami Percy’ego

           Kronos. Ten koleś chyba nie ma nic do roboty, skoro nie znudziło go jeszcze atakowanie świata.
- Hej! – z rozmyślań o tym, co w czasie wolnym robi tytan, który wcześniej został poćwiartowany przez swoje kochające dzieci, wyrwał mnie donośny głos Annabeth. – Musimy działać, Percy, zróbmy coś – wołała rozpaczliwie.
- Spójrz na nas! – krzyknąłem. – Co my możemy zrobić? Chyba jedynie opóźniać to, co ma się wydarzyć – łzy same pchały mi się do oczu. To takie męskie, wiem.
- Plan dobry, uwierz, że z wykonaniem będzie gorzej – sarkastyczny głosik Johna dobiegł do mnie z zza pleców. - Nadchodzi wsparcie, dzieciaki. Będzie zabawa. – uśmiechnął się do Annabeth. Zalała mnie fala gniewu. Co on niby sobie wyobraża? Nie jestem dzieciakiem!
- Czy masz na myśli to wsparcie, które właśnie wygrzebało się z ziemi? – zapytałem z nadzieją, że może tylko sobie wyobraziłem tę całą scenę powstania, a tak naprawdę to tylko Nico robi sobie z nas żarty w bardzo kiepskim momencie. Spojrzałem na niego. Wyglądał na tak samo zaskoczonego jak ja, więc to nie mógł być on. Cholera.
            Nie zdążyłem otrzymać odpowiedzi. Istoty w białych szatach zbliżyły się do nas. Za nimi stanęli ci w czarnych pelerynach. Z jednej strony można było wyczuć szczęście, z drugiej śmierć.
- Tak. Ja też to czuję – powiedział Nico śmiertelnie poważnie stając z mojej prawej strony. Wziął do ręki miecz, czym zwrócił uwagę zebranych postaci. Zaczęli uważnie przyglądać się dzierżonemu w jego ręce ostrzu.
- Uważaj, nie są zwolennikami Hadesa – John położył rękę na ramieniu Nico. – Schowaj go, dopóki nie będziesz walczył. Rozprasza ich.
Nico westchnął, lecz posłusznie włożył miecz do pochwy. Odwróciłem się chcąc sprawdzić, czy Kronos sieje zniszczenie. Ujrzałem obozowiczów dzielnie walczących z jego armią i Jack’a stojącego u boku tytana z sierpem. Mój gniew był jeszcze potężniejszy niż dotychczas.
- Bierzmy się do roboty, nasi przyjaciele giną. Nie ma czasu. Nie możemy myśleć, musimy działać – mój stanowczy głos otrzeźwił pozostałych. Annabeth spojrzała na mnie z troską. Wyminęła Johna wysuwając się na pierwszy plan.

Oczami Annabeth

            Wyszłam do przodu, aby przemówić do przybyłych. Wiedziałam, że to ja muszę ich pokierować. Czułam tę wewnętrzną siłę, chęć do działania i potrzebę do działania. Wtedy przypomniały mi się słowa przepowiedni W grobowcu złożeni z miłosnym przyrzeczeniem. Bałam się. Bałam się, że wiem o kogo może chodzić. I za żadne skarby świata nie chciałam do tego dopuścić.
-Ukuze silwe, isitha kumele wahlulwa!* - krzyknęłam z całych sił. Poczułam przypływ energii.
- Ngesikhathi lady yethu** - odpowiedzieli chórem.

            Zaczęło się.

            Niezliczona liczba naszych sprzymierzeńców biegła w kierunku wroga. Nie potrzebowali żadnej broni. Ci w bieli pilnowali, aby niewinna osoba nie została zabita. Czarne kaptury niszczyły wszystko na swojej drodze.
- Ruszajmy – usłyszałam głos Percy’ego.
- Co? Chcesz walczyć? Przecież oni dadzą sobie radę – powiedziałam. Mój ukochany popatrzył na mnie z uśmiechem. Podszedł, aby złożyć na moich ustach pocałunek. Gdy skończył miałam nieodparte wrażenie, że mogła to być nasza ostatnia wspólna chwila.
Ruszył do walki. Nasi przyjaciele pobiegli za nim. Kątem oka zauważyłam Thalię dołączającą do Nico.
- Oboje wiemy, jak skończy się ta historia – John złapał mnie za rękę, sprawiając, żebym na niego spojrzała.
- Przestań, to nie może mieć takiego końca. Nie dopóki żyję – wyrwałam się z jego uścisku biegnąc w stronę domku numer sześć. - Nie pozwolę na to, nie, nie, nie, nie - krzyczałam już sama do siebie. Zatrzymałam się dopiero, gdy wpadłam na Nicole.
-Nicole, co ty..- nie dane mi było dokończyć, gdyż córka Apolla gnała przed siebie z łzami w oczach, na policzkach i na koszulce.
Biegła prosto na Kronosa.

***
*Do walki, wróg musi zostać pokonany
**Za naszą panią.

Hej :>  Jejku, jakie to wspaniałe wrócić do was <3 Informuję, że powracam już tak na dobre. W skrócie wracam do żywych. Mam tyle do nadrobienia na innych blogach, widziałam już kilka nominacji do LBA. Tyle do komentowania :) 
I chyba nie umiem pisać długich rozdziałów xd Smutne. 
Hahaha xd Ale się cieszę <3
xoxo :*
Meggi


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Jestem złym człowiekiem, wiem xd

Całkowiecie nie mam głowy do opowiadań o Percy'm. Bijcie. Tyle się dzieje, że ledwo ogarniam >.<
Za to nowy rozdział jest na moim drugim blogu Misja Cieni (to nie tak, że na jedno mam czas, a na drugie nie. Po prostu to miała być książka na początku, więc mam napisane już 6 rozdziałów i teraz tylko je dodaje xddd)

Chciałam się w tym poście podzielić z wami moją pracą napisaną na polski, jako dodatkowa praca (dostałam 5+ xdd), i z której jestem bardzo dumna ^^

Moja idealna kraina

Zacznijmy tę historię od pewnych formalności.
Cześć. Jestem Kinga. Za całkiem niedługi czas zostanę dumną szesnastolatką, choć dla niektórych jest to trochę przerażające. Ładne parę lat temu pomagałam tworzyć prawo i kształtować społeczeństwo na tej wyspie. Właściwie pomysł był mój, ale „powinniśmy dzielić się zasługami”. To był ten moment, kiedy rzuciłam szkołę i zostałam geniuszem.
Na początku nie było łatwo, ale ta kraina nie musiała długo czekać, żeby stać się idealna.
Skoro się już znamy, to czas, abyś się przekonał, że ta wyspa to istny raj.
Na początku był Chaos… Nie, to zupełnie inna historia. Więc na początku była zieleń. Niesamowicie soczysty zielony kolor otaczał wyspę ze wszystkich stron. Podejrzewam nawet, że od dołu również.  I nie było to tak dawno temu, jak widać, zostały miejsca nieprzesiąknięte nienawiścią. Później pojawiłam się tu ja i trochę (dosłownie troszeczkę) się pozmieniało. Spokojnie, zieleń została (w mniejszych ilościach, ale została). Wraz ze mną dostało się tutaj siedem innych osób. Oni nie rzucili szkoły. Mieli po prostu szczęście. Po rozmyślaniach, debatach i dwóch dosyć krótkich kłótniach postanowiliśmy działać. Od samego początku czuliśmy, że to miejsce różni się od naszego kraju. Nie mogliśmy pozwolić, żeby ktoś niegodny tak wspaniałej przestrzeni przybył tu i bezcześcił ten niepowtarzalny krajobraz. Nie chcieliśmy już nigdy więcej opuszczać raju, więc cel stał się bardzo wyrazisty. Nasza kraina. Lepsza niż wszystko, co do tej pory (o dziwo) funkcjonuje.
- Powinniśmy spisać jakieś zasady… jakiś kodeks – padł pierwszy godny uwagi pomysł od jednego z owych szczęściarzy.
- Stwórzmy Konstytucję! – Zaproponowałam dosyć dobitnie.
No i tak się zaczęło.
Wyspa dostała wdzięczną nazwę Ogygia. Liczyliśmy, że my również zostaniemy „skazani” na przyjmowanie sławnych herosów. Sławnymi ludźmi też byśmy nie pogardzili. Teraz to już trochę nieaktualne, wszyscy chcą tu mieszkać. Wpuszczeni zostają tylko wybrani. Oczywiście nie przez mieszkańców, byłoby trochę niesprawiedliwie. „Jego nie lubię, nie będzie tu mieszkał” – zapewne tak by się to skończyło. Ogygia ukazuje się ludziom o czystym sercu, chętnych do ulepszania swojej duchowej strony oraz potrzebującym pomocy.
Prawo bardzo dobrze tutaj funkcjonuje. Ludzie są chętni do jego przestrzegania. Twierdzą, że skoro dostali szansę mieszkania na tej wyspie, z dala od wszelkiego zła, powinni być wdzięczni losowi i nie mają żadnych przeciwwskazań do życia według pewnych zasad.
W miejscach, gdzie nie było drzew, powstały domy. Nie chcieliśmy naruszać fauny i flory tylko po to, aby się osiedlić. Po jakimś czasie zbudowaliśmy ogromne miasto, ze wspaniałym rynkiem i pięknym posągiem nimfy Kalipso. Żeby się nie obraziła, że zabraliśmy nazwę jej wyspy. Nie było wieżowców. Co najwyżej trzypiętrowe domki. Nie potrzebowaliśmy do tego pomocy dzisiejszej techniki. Mieszkańcy sami się zmobilizowali i po prostu budowali. Zasada była prosta: jeśli ty pomożesz komuś dzisiaj, jutro ten ktoś pomoże tobie.
Czego tu nie ma? Przemocy. Tym osobiście zajęłam się na samym początku. Nikt nie toleruje tutaj przejawów agresji czy niepohamowanej żądzy bycia lepszym od innych kosztem ich życia/zdrowia. Mówiąc szczerze, nigdy nie było choćby najmniejszego incydentu. Podejrzewam, że to przez tę aurę, którą Ogygia jest owiana. Ona jest magiczna. No, nie do końca magiczna… Potrafi wydobyć z ludzi dobro, które od zawsze mają w sobie, ale nie potrafią do niego dotrzeć. Powiedziałabym nawet, że w niektórych przypadkach to cud. Nie ma jeszcze tęsknoty. Mieszkańcy nie tęsknią, bo nie mają za czym ani za kim. Ci, których kochają, znajdują się tutaj. Nie opłakują zmarłych, gdyż nikt nie umiera. Ludzie odchodzą, lecz nie umierają. Jak to możliwe? Gdy stwierdzają, że na nich już czas, rozpływają się, tworząc mgiełkę w swoim ulubionym kolorze, i zamieszkują w sercach swoich najbliższych. Nie trzeba wtedy tęsknić. Wiadomo, że zawsze są z nami. Nie ma również nietolerancji. Nikt nie jest lepszy ze względu na kolor skóry czy poglądy. Mimo tych wszystkich różnic, jesteśmy jednakowi.  
Choroby. Czy są? Oczywiście, że są. Jednak na każdą chorobę jest lekarstwo. Właściwie to roślina. Ogygia, chcąc chronić mieszkańców, wytworzyła lecznicze rośliny, które pomogą wyzdrowieć nawet z choroby w innych krajach uważanej za śmiertelną.
A czego jest pełno? Uśmiechów. Miłości. Życzliwości. Radości z życia. Naprawdę! Oczywiście, nie cały czas. Od ciągłego pokazywania uśmiechu może rozboleć twarz. Ale tu chodzi o coś więcej. O taki wewnętrzny uśmiech, o wewnętrzną radość. Gdy ktoś w głębi duszy jest szczęśliwy, widać to nawet, jeśli usta nie są rozciągnięte. Jego oczy się śmieją. Ludzie na Ogygi są zadowoleni z życia, ze sposobu, w jaki funkcjonują. Wykonują pracę, o jakiej zawsze marzyli.  Nikt nie musi ich do niczego zmuszać, sami wychodzą z inicjatywą. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
                Pora roku jest jedna. Zawsze lato. Czasem pada, czasem jest tylko dziesięć stopni, ale to zawsze jest lato. Pogoda uwarunkowana jest humorem ludzi. Bywa jednak, że rośliny potrzebują deszczu. Wtedy Ogygia decyduje się na kilka dni ulew, nie patrząc na mieszkańców, którzy w większości cieszą się z takiego obrotu spraw. Słońce też bywa męczące.
                Dla mnie wyspa jest idealna. Nie zabrakło na niej miejsca dla ludzkich słabości, których nie da się wyeliminować. Podejrzewam, że gdyby zniknęły, nie byłoby tak cudownie. Gdybyś chciał tu zamieszkać, musisz pokazać, że jesteś tego godzien. Wydaje mi się, że jeśli zdołałeś to przeczytać… to zdecydowanie jesteś.

Ogygia już na ciebie czeka.

***
Jeszcze raz serdecznie zapraszam na mojego drugiego bloga i przepraszam za tak duże opóźnienie z rozdziałem ;cc
xoxo ;*
Meggi

wtorek, 5 maja 2015

Powstał już nowy blog :D

Jak na mnie to szybko się za to zabrałam xd
A więc stworzyłam drugiego bloga: Misja Cieni
Chętnych zapraszam serdecznie do czytania, prolog będzie jutro :D
Dumna jestem z siebie xd
xoxo ;*
Meggi

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 35 - Początek końca

Serdecznie proszę o zapoznanie się z notką pod rozdziałem ^-^ 

Oczami Annabeth

- Powiem szczerze, że zaskoczyłaś mnie swoją propozycją - odezwał się John, gdy już usiedliśmy w namiocie. 
- Czyli jednak mówisz coś szczerze - nie mogłam się powstrzymać od złośliwego komentarza. Zmierzył mnie wzrokiem. To takie w jego stylu.
- Mów, co masz mi do powiedzenia. Naprawdę nie mam całego dnia na tę wojnę.
      
        Wtuliłam się bardziej w czerwoną poduszkę wypełnioną drobnymi kulkami, jakby to była moja ostatnia deska ratunku. Jakbym nie miała w tej chwili nic oprócz tego taniego prowizorycznego krzesła. Czułam, że potrzebuje świeżego powietrza... w ilościach hurtowych. Wzięłam głęboki wdech i chyba zapomniałam zrobić wydech.

- A więc... od razu poczułam, że nie jesteś normalny. To, że mnie zrozumiałeś tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu - liczyłam, że nie będzie się wypierał. Byłoby dużo łatwiej. 
- Nie jestem normalny? Nie do końca wiem czy nie powinienem się obrazić. - Uśmiechnął się złowieszczo. 
- Wiesz, o co mi chodzi. I to by miało sens. Tylko jednego ciągle nie rozumiem... dlaczego twierdzisz, że jesteś bratem Jack'a? - Zapytałam pewna swego. 
- Cóż... nasza królowa już od dawna spodziewała się wojny. Twierdziła, że nieodpowiednia osoba nie może dostać drogocennych kamieni. W swoich wizjach widziała Jack'a. Postanowiłem trochę namieszać w jego życiu. Nie sądziłem, że dasz radę opanować tę moc, wiec za wszelką cenę starałem się cię wyeliminować, a do tego potrzebny był mój "brat" Niestety ktoś się zakochał - westchnął.
   
      Uśmiechnęłam się lekko wdzięczna swojej intuicji. Już od jakiegoś czasu przeczuwałam, że John ma coś wspólnego z kamieniami. Aż tak wielkiego powiązania się nie spodziewałam. W końcu bycie strażnikiem i jednocześnie potomkiem kobiety, która stworzyła te magiczne cuda to duże powiązanie.

- To co z tym zrobimy? - nakreśliłam w powietrzu bliżej nieokreślony kształt.
- Pomogę wam wygrać tę wojnę - zauważyłam w jego oczach błysk. - Zostało mało czasu, aby Kronos też się włączył w zniszczenie świata. Potrzebujemy wsparcia.
- Masz kogoś konkretnego na myśli? - Jeśli myśleliśmy o tym samym - nie ma szans, że przegramy.
- Owszem. Tak się składa, że zdążyłaś kogoś przekonać do siebie - jeśli tak wygląda geniusz, który wpada na jakiś szaleńczy pomysł, to chyba spotkałam Einsteina.

      Gdy John zamknął oczy i wysilił swój mózg do pracy na najwyższych obrotach, ziemia się poruszyła. Samym myśleniem zdołał wywołać trzęsienie ziemi. Wie jak zaimponować kobiecie.


Oczami Percy'ego
     
     W duchu liczyłem, że tylko mi się wydaje. Że najadłem się jakiś grzybków i mam cholerne halucynacje. To byłaby najpiękniejsza niespodzianka na świecie.  
- Powiedz, że też to widzisz - popatrzyłem błagalnie, na podnoszącego się z trawy, Nico.
- Nawet ślepy by to zauważył - rzucił przecierając oczy ze zdumienia.

     Za bramą Obozu, dokładnie po jej lewej stronie, zaczęli wychodzić ludzie. W sumie gdyby wychodzili, nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale fakt, że wygrzebują się spod ziemi jest trochę przerażający. Część z nich miała na sobie białe zwiewne szaty, a druga część czarne przylegające peleryny. Były tam zarówno kobiety jak i mężczyźni. Aura zrobiła się ... ciężka do opisania. Stamtąd, gdzie stali ubrani na biało, czuć było dobro, radość, pełnię życia. Od tych w czarnych ubraniach wiało najprawdziwsze zło. Nie wyglądali, jakby mieli jakieś niecne plany, co do nas, ale i tak za żadne skarby nie wybrałbym się z nimi na pizzę.
Znowu zwróciłem się w kierunku Nico.
- Nie, to nie ja - Wiedział o czym myślałem. Wskazał palcem w stronę namiotu. Stała tam uśmiechnięta Annabeth z Johnem, który również był zadowolony. "On umie się uśmiechać?" - pomyślałem.

    Wtedy moją uwagę odwrócił niespodziewany dźwięk. Jak wtedy, gdy byłem mały, zakładałem sobie garnek na głowę i nieświadomy konsekwencji uderzałem w niego metalową łyżką. Ten dźwięk był łudząco podobny. 
Z drugiej strony bramy pojawiły się przeróżne mityczne stworzenia, których z całego serca nienawidzę. Czy to mnie przeraziło? Nie. Ataku paniki dostałem widząc Kronosa na ich czele.
- Percy! - usłyszałem przeraźliwy krzyk Annabeth. - Zaczęło się!

     Jestem gotowy, aby umrzeć.



***
Yeah, mam rozdział xd
Jako, że ta historia powoli dobiega końca, planuję założyć drugiego bloga. Nie w tematyce Percy'ego ani niczego powiązanego z książkami/filmami. Będzie to blog z moją historią, której próbkę dostaliście w poprzednim poście :D Tego bloga w żadnym wypadku nie zamierzam usunąć. Kocham go <3 Myślę jeszcze o jakiś 5 rozdziałach tutaj. 
Ale za to już zabieram się za tworzenie nowego bloga. Chcę skończyć tutaj mając już coś tam :D 
Zapraszam do komentowania ^-^
xoxo ;*

niedziela, 26 kwietnia 2015

Chwilowy come back, ale bez rozdziału :D

Hej <3
Zbieram się i zbieram w sobie, żeby to dodać.  Potrzebuję poznać Waszę zdanie na temat pewnego tekstu.
Rozdział pewnie pojawi się jakoś przed 10 maja ;__;
Przejdźmy do tekstu :D

Pukanie do szklanych drzwi biura wyrwało głównodowodzącego z głębokiego zamyślenia. Od samego rana ślęczał nad stertą papierów, nie miał nawet czasu napić się swojej ulubionej czarnej kawy. Nie czekając na odpowiedź, której i tak nigdy nie otrzymywała, Olivia wkroczyła pewnie do dużego pomieszczenia, położyła kolejną teczkę, po brzegi wypełnioną dokumentami, i stanęła naprzeciw biurka.
- Coś jeszcze panno Rosenow? – Odezwał się Will, młody szef Międzynarodowej Agencji Szpiegowskiej.

Will był człowiekiem bardzo trzymającym się wyznaczonych granic. Nic więc dziwnego, że w wieku dwudziestu trzech lat objął tak poważne stanowisko. Na początku nie radził sobie zbyt dobrze, miał sporo kłopotów, coraz mniej udanych akcji na koncie agencji. Ale po dwóch latach spełniania ambitnych planów oraz rzetelnej pracy, wyprowadził biuro na prostą, a nawet lepiej. Do MAS zgłaszały się rzesze rozmaitych agencji z całego świata, żeby właśnie tutaj szkolić swoich szpiegów. Najlepszych szpiegów.

- Niestety tak. – Olivia odgarnęła blond włosy, wyprostowała się i z przerażeniem w oczach kontynuowała zdawanie dziennego raportu. – Kolejny wybuch w jednej z dzielnic Nowego Yorku. Całkiem blisko nas. Brak rannych, brak ofiar. To jakby ostrzeżenie. W każdym razie ja tak myślę.
- Ostrzeżenie? – Zakpił – Niby przed czym? – Zastanowił się chwilę - Czy dziennikarze już o tym mówią?
- Właśnie nie. Nikt nic nie mówi, nikt nic nie wie. – Rzuciła okiem na oczekującą wiedzy minę Willa. W żaden sposób nie pomogło jej to w mówieniu.
- Mów! Goni mnie czas – ponaglił asystentkę.
- Dostaliśmy list. Jest w tej teczce, razem z informacją o nadawcy. Jestem pewna, że się pan nie ucieszy.- Przeskakiwała z nogi na nogę, gdy jej szef otwierał szarą teczkę z czerwoną pieczątką „tajne” i zagłębiał się w lekturze.  Czarna kartka z białymi napisami – list podobny do tych, które przed paroma laty dostawali w niezliczonych ilościach. Wcale nie dziwiła jej osłupiała mina Willa, kiedy dowiedział się szczegółów.

Wróciłem!  „B” to dopiero początek – niech świat pozna moje imię. Tym razem się mnie nie pozbędziesz!
P.S Tęskniłeś?

Oparł łokcie na czarnym biurku, a końce dłoni przyłożył do oczu. Robił tak zawsze, żeby się skupić.
- Panno  Rosenow, niech mi pani powie, jak to możliwe, że ON żyje? Jak do cholery, to jest możliwe! – Krzyknął zezłoszczony. Olivia ani drgnęła, przywykła do częstych wybuchów, kiedy sytuacja stawała się beznadziejnie trudna. – Czy ja dobrze pamiętam,  że agent Moor trafił go w sam środek okrągłej buźki?
            
      ON. Największy wróg wywiadu. Największy wróg świata. To on odpowiedzialny był za zniszczenie wieżowców WTC, chociaż nie mówi się o tym głośno…  Kilka lat temu wszystkie narody świętowały jego śmierć, którą poniósł podczas planowania zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dzięki MAS, a w szczególności dzięki młodemu strategowi, cała jego grupa terrorystyczna wylądowała w tajnym więzieniu służb specjalnych. A on sam, wraz ze swoją „prawą ręką”, ponósł śmierć na miejscu.

            Podobno.

- Sprawdziliśmy wszystkie wcześniejsze listy. Ten sam styl, to samo pismo. I są nawet ślady DNA. On nie chce się ukrywać. Czeka na nas – Głos jej zadrżał. Doskonale pamiętała wszystkie tajne akcje przeprowadzane, aby znaleźć i zabić Benjamina Hargova. Miała wtedy dziewiętnaście lat. Szkoliła się na szpiega.  Pamiętała też swoich  wybitnych nauczycieli, którzy zginęli z rąk Bena,  podczas jednej z najkrwawszych misji. Marzyła, by zostać najlepszą, by dorwać sprawcę masowych egzekucji i zrobić mu to, co on robi innym. Ostatecznie nie była dość sprawna, aby zająć wymarzone miejsce w grupie. Została więc asystentką jednej z najważniejszych osób w państwie.
- Potrzebujemy agenta Wallera. Musi wytropić Hargova i … - Olivia przerwała rozrzucanie rozkazów przez swojego szefa, choć wiedziała, że to jedna z dziesięciu zasad „niełamalnych” wiszących w wielkiej ramie tuż za plecami Willa. Już miała protestować, że Lucas nie jest wystarczająco dobry do tego zadania, ale i jej ktoś przerwał.

Do pokoju wszedł David, jeden z wysłanników Rady Bezpieczeństwa. Bez słowa zostawił zapieczętowaną kopertę w rękach głównodowodzącego i wyszedł.

Will ostrożnie, drżącymi rękoma otworzył przesyłkę, przeczytał tekst, po czym podał go pannie Rosenow. Ona również w skupieniu przeczytała treść.  Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
- W sumie myślałam o tym samym. Nie ma nikogo lepszego od niej. To gwiazda w świecie szpiegów. – Podsumowała.
- Jeśli Rada chce, aby sprawą zajęła się ta dziewczyna, chyba musiałbym być głupcem, żeby się nie zgodzić – jeszcze raz przyjrzał się „sugestii” Rady, aby wezwał do Ameryki najlepszą agentkę współczesnego świata. Nie znał jej ani trochę, wiedział o niej tylko podstawowe dane. I to mu wystarczyło, żeby chwilę się zastanowić.  – Ale to jeszcze dziecko – powiedział przyciszonym głosem, poczym przygładził ręką ciemne włosy.
- Ma szesnaście lat. I to jest chyba jej atut – Olivia próbowała przegonić wątpliwości dowodzącego.
- Mimo wszystko, nie mam wyboru… - westchnął głośno dalej błądząc ręką wśród gęstych włosów.
- Więc czekam na rozkazy – uśmiechnęła się pierwszy raz, odkąd weszła do biura.

- Panno Rosenow, proszę sprowadzić agentkę Sashę Lettiere. W trybie natychmiastowym.

***
To tyle. Nie gwarantuję, że w najbliższym czasie odpowiem na komentarze ;)  No chyba, że podkradnę wi-fi w mcdonaldzie ;D
Piszcie, co o tym myślicie ;)
I dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki podczas egzaminów <3 Przydało się *.*
Meggi

niedziela, 12 kwietnia 2015

Jeszcze jedna nominacja + pewne informacje

Hej :)
Jest mi bardzo bardzo bardzo bardzo przykro, ale rozdział nie pojawi się tak szybko, jak bym tego chciała. A już na pewno nie tak szybko, jak Wy byście tego chcieli :D Ilość wszystkiego mnie dobiła. Muszę uczyć się do egzaminów, które zbliżają się w zastraszającym tempie. I boję się momentu, w którym nadejdą. Zginę wtedy xddd Serio, ja tego nie przeżyje >.< Pewnie dostanę jakiegoś ataku paniki .. czy coś xd Ale to tylko na matmie ;> Taka trochę głupia jestem z matmy xddd
No ale wracając do rzeczy ważnych. Ogarnęłam terminy. Egzaminy kończą się 23 (czwartek). 25 (sobota) jadę do znienawidzonego przeze mnie kraju (Niemcy -,-). Więc weekend odpada. A 27 (poniedziałek) wyjeżdżam do Londynu (szpaaaan xd) na tydzień. Także podejrzewam, że rozdział będzie dopiero w maju.
     Starałam się coś napisać i wyszło mi 8 linijek xdd Yeah ! :D Jeszcze trochę i wyjdzie coś sensownego ^-^
   Także pjona dla tego, kto przeczytał to wszystko :>

Przejdźmy teraz do nominacji, o której ostatnio zapomniałam (sorry :D), więc dodaję ją teraz. Zostałam nominowana przez Vittorię di Angelo

1. Co cię skłoniło do założenia bloga?

Pustka po przeczytaniu całej serii "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". Oraz chęć pokazania swojej twórczości. No i Małgosia, która na mnie krzyczała xddd 

2. Kiedy i w jakich okolicznościach miałaś pierwszą styczność z książkami Ricka?

Zaczęło się od obejrzenia filmów i zakochania się w Loganie Lermanie xddd Więc jak przyszłam do szkoły to zaczęłam o tym gadać. No i mój kolega powiedział, że książki są dużo lepsze. Ja tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej ;D Więc pożyczałam od niego książki i teraz sama sobie kupiłam i mój tato je czyta xddd A ogólnie to było jakoś półtora roku temu :)

3. Kim chciałabyś zostac w przyszłości?

Tak najbardziej to dziennikarką. Ale do tego fajnie by było zostać pisarką :)

4. Czy planowałaś/marzyłaś o wydaniu ksiazki?

Owszem. Planuję to :D Tylko jakoś weny brak, żeby skończyć pisać xd

5. Jaka jest twoja ulubiona książka?

Kocham całą serię Percy'ego oraz Herosów Olimpijskich. No i jeszcze "Dotyk Julii", "Dar Julii", "Sekret Julii". A ostatnio zakochałam się w "Wybranych" ;>

6. Jak długo prowadzisz bloga? (Tego, ktory został nominowany, wcześniejsze sie nie liczą)

W styczniu był rok ^-^

7. Gdybys mogła w sobie zmienić jedną rzecz, co by to było?

Oj ja nie wiem. Trudno wybrać jedną rzecz xddd

8. Jaka jest twoja ulubiona herbata?

Yyyyyyy.... ciężko powiedzieć. Pije różne herbaty, ale ogólnie to najczęściej pije kawę xd

9. Jaką książkę przeczytałaś najwiecej razy i ile to było?

" Dzieci z Bullerbyn" . Tak mnie to jarało, że przeczytałam to 8 razy :D

10. Masz zwierzę? Jakie?

Mam 4 psy. Ale 2 w domu (takie coś jak shih tzu, ale ładniejsze xdd Dokładnie ta rasa to Biszon Hawański) no i jeszcze koty. Dokładnie to 7. Głównie to znalezione/uratowane. Ale, żeby nie było to są na dworze :D

11. Jaki jest twój ulubiony zespół/piosenkarz?

Nie mam jakiegoś ulubionego xd

***
Nie nominuję teraz nikogo. Jeszcze... huehuehue *.*  
To by było na tyle :>
Paaaa ^-^
Meggi