poniedziałek, 24 marca 2014

Nominacje do Liebster Blog Award :D

Hejka :D Od razu przepraszam za brak rozdziału... Wiem, wiem, że miał być wczoraj, ale brak weny mnie dopadł. Przepraszam.
Teraz o nominacjach. Zostałam nominowana przez: Aria Pl (http://perabeth.blogspot.com/) oraz weronika purchala (http://wwercia-blog.blogspot.com/) za co bardzo im dziękuję. To wiele znaczy dla początkującego blogera :D

1. Czy lubisz czytać swoje posty?
- Nie, nienawidzę. Sama nie wiem czemu, ale jakoś nie mogę tego czytać.

2.Podaj trzy przymiotniki, które cię twoim zdaniem najlepiej opisują?
-Leniwa, kreatywna, szczera

3. Piosenka, przy której tekście masz wrażenie, że opisuje twoje życie albo jakieś ważne dla ciebie wydarzenie?
- Nie mam takiej, niestety.

4. Kim chcesz zostać w przyszłości?
- Tak dokładnie to nie wiem, ale coś z humanem związanego.

5. Czy lubisz patrzeć w lustro?
- Lubię, mimo tego, że nie ma na co :D

6. Jaki jest twój ulubiony polski serial?
- Brzydula, Lekarze

7. Gdybyś miała wyjść za jakiegoś celebrytę, którego byś wybrała?
- Logan Lerman oczywiście, a jeśliby się nie zgodził to sportowy celebryta Bartek Kurek <3

8. Film, przy którym najbardziej się wzruszyłaś?
- Mój przyjaciel Hachiko <3

9. Co byś powiedziała komuś kogo chciałabyś zachęcić do przeczytania twojego bloga?
- Nie wiem, coś na spontanie by poszło.

10. Czy uważasz nominację do Liebster Blog Award za coś wartościowego?
- Oczywiście, że tak. To dla mnie wiele znaczy, taki Oskar <3

11. Czy namęczyłaś się odpowiadając na te filozoficzne pytania?
- Oj tak, zamęczyłaś mnie.

**
1. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
- Aktualnie "I can't remember to forget you", ale u mnie to przejściowe.

2. Jaki przedmiot najbardziej lubisz?
-Język polski, i w-f podczas grania w siatkówkę.

3. Co cię zainspirowało do napisania bloga?
- Moja przyjaciółka zarzuciła mi kiedyś taki pomysł i chyba nie spodziewała się, że go zrealizuję. No ale cóż, lubię zaskakiwać. A oprócz tego to jak skończyłam serię o Percym, to miałam jakąś pustkę, którą zalepiam blogiem.

4. Ulubiony film?
- Aktualnie Cloud 9, ale to też jest przejściowe.

5. Masz zwierzątko, jakie?
- Mam 4 psy (2x shih-tzu oraz owczarek niemiecki długowłosy i boxer) i kilka kotów, takie przybłędy. I jeszcze rybki <3

6. Gdzie chciałabyś pracować w przyszłości?
- Nie wiem ;c

7. Ulubiony aktor?
- Logan Lerman, Johny Deep, Jamie Campbell Bower

8. Ulubiony piosenkarz?
- Nie mam jednego <3

9. Ulubiony przedmiot?
- Polski i wf.

10. Ulubione zajęcia na weekend?
- Czytanie, oglądanie filmów i lenistwo :D
**

A to moje pytanka:
1. Czemu postanowiłaś założyć bloga?
2. Ulubiony serial?
3. Twój idol?
4. Jakie jest twoje marzenie?
5. Ulubiony kolor?
6. Wymarzony zawód?
7. Znienawidzony przedmiot w szkole?
8. Ulubiona książka?
9. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
10. Jaki masz model telefonu?
11. O czym często myślisz przed pójściem spać?

I lista blogów, które nominowałam:
- http://rossyandlau.blogspot.com/
- http://auslly-story.blogspot.com/
- http://heros-i-heroska.blogspot.com/
- http://percyiannabeth.blogspot.com/
- http://dalsze-losy-herosow.blogspot.com/

Już zabieram się za pisanie nowego rozdziału, przepraszam za opóźnienie :D

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 7 - "Chcę byś poznała ..."

  Oczami Annabeth

- Chcę byś poznała mojego brata, który dowodzi Armią Zniszczenia. Czeka na nas w jadalni, chodźmy piekna - trochę mnie zatkało. "Armia Zniszczenia"... pierwszy raz o tym słyszę. Ale chwila, to on ma brata? Fajnie wiedzieć. Jack cały czas uśmiechał się do mnie, poganiając spojrzeniem. Ma naprawdę śliczny uśmiech. Nie wierzę, że ktoś o tak pięknym opakowaniu posiada nadzwyczaj paskudne wnętrze. Chciałam, aby moi przyjaciele dowiedzieli się czegoś więcej, więc zapytałam:
- Armia Zniszczenia? Powiesz mi, co to takiego? - trzepoczę rzęsami jak kretynka, moja ręka wędruje po jego mięśniach.
- To taka armia, kochanie, która zajmuje się łapaniem herosów i dawaniem i wyboru - pełen luz, spokój.
- Jakiego wyboru? - nie musiałam udawać zdziwienia.
- Proste. Albo przyłączają się do nas, albo giną - a on ciągle spokojny. - Kilku twoich znajomych z Obozu już do nas dołączyło, na pewno ich spotkasz, gdy już będziemy szli - zrobił się niecierpliwy. Musiałam iść, żeby nic nie podejrzewał. Jeszcze tylko małe, ale ważne pytanie.
- Jack! - Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę okna w łazience. - Tak sobie patrzyłam i podziwiałam ten cudowny park - "o czym ona gada" założę się, że to Grover, "cicho" skarciła go Thalia - Prawda, że wygląda zachwycająco?
- Uroczo, że podziwiasz takie proste rzeczy - przyglądał mi się z ciekawością.
- A powiesz mi, co to za park? - I znowu rzęsy idą w ruch. Już mnie oczy bolą. Usmiechnął się do mnie, po czym pogładził moje włosy.
- To jest Small Corona Park. A właściwie czemu to cię ciekawi?
- Lubię znać nazwy miejsc, które podziwiam - to akurat była prawda. Jack chyba był zauroczony moim zainteresowaniem, gdyż znowu mnie pocałował. Że też mu się to nie nudzi.
   Wyszliśmy z łazienki. Prowadził mnie za rękę jakąś plątaniną korytarzy. Starałam się chłonąć wszystkie informacje, tak na wszelki wypadek. Miałam nadzieję, że moi przyjaciele wszystko słyszeli i już tu idą.

   Oczami Percy'ego 

- Szybko! Idziemy - Thalia jak zwykle wydawała rozkazy. Nie lubię, gdy to robi. Chociaż z tym miała rację. Dzięki Bogom Ann jest mądra i zaczęła wypytywać tego typa o niezbędne informacje. Teraz wiemy, w którą stronę iść. Jest jeden problem. Droga jest długa, a nie możemy pozwolić sobie na zwłokę. Moglibyśmy zawołać taksówkę, lub coś, co tu jeździ. A w lesie mało, co jeździ.
 - To nam zajmie dużo czasu. Nie ma jakiegoś środka transportu? - Zapytałem z nadzieją.
- Tak, spoko. Zaraz coś wyciągnę z torby - sarkastyczna jak zawsze. Ona nigdy się nie zmieni.
- Mogę się przydać. Wiecie, cień i te sprawy - Nico cały czas przyglądał się Thalii. Mówił tak jakby nir chciał sie wychylać, narażać... Zawsze był lekko wycofany, ale gdy miał pomysł, to aż go roznosiło, żeby się podzielić.
- Hej stary! Genialny plan. Dasz radę przenieść nas wszystkich? - Czułem się jakbym mówił co najmniej do słupa. "Ej, szybko! Ratujmy Annabeth. To taka dziewczyna z Obozu, pamiętacie?" Grrr. Gapili się na siebie i nic nie mówili. Trochę się wkurzyłem, bo chyba mamy misję do wykonania. Z drugiej strony czułem, że właśnie coś się między nimi dzieje. Nie jestem do końca pewny, co, ale na pewno coś. Fajnie by było, gdyby zostali parą. Ale Thalia... Jest przecież Łowczynią. Nie wolno jej. Na moje myśli Grover tylko krzywił się i śmiał. Taaa. Nasze łącze. Prosiłem Kozłonoga, aby zostawił nas "on-line". Chciałem wiedzieć, kiedy będzie w tarapatach, choć pewnie ja będę pierwszy.

 Nico postanowił, że przeniesie nas pojedynczo, bo razem nie potrafi. Jak powiedział - "jeszcze" nie potrafi. To fakt, jego moc była coraz silniejsza, a on uczył się nad nią panować. Na pierwszy ogień poszła Thalia. Eh, dziewczyny mają pierwszeństwo. Poza tym, ja jako dowódca misji powinienem iść ostatni.
Syn Hadesa był bardzo szybki. Nie minęła minuta, już był po Grovera. Trochę się.. denerwowałem, gdy nadeszła moja kolej. Nico złapał mnie za ramię. Poczułem, że jest zmęczony. Zawziął sie w sobie, zamknął oczy i w jednej sekundzie cały świat przemienił się w czarną plamkę. Chłód przeszywał moje ciało. Mało entuzjastyczne szepty dudniły mi echem w głowie. Miałem wrażenie, że trwało to przynajmniej kilka dni, a nie sześćdziesiąt sekund.
Wylądowaliśmy po środku parku. Na pewno o nim mówiła Ann, poznałem po tych dziwnych posągach. Ucieszyłem się, że jesteśmy na miejscu. Mój napad euforii doszczętnie zgasił ledwo trzymający się na nogach syn Hadesa. Złapałem go, gdy toczył się na drzewo i posadziłem na najbliższej ławce.
- Poczekaj to, musisz odpocząć - powiedziałem. Nie miał siły się sprzeczać, więc pokiwał tylko głową i położył się.

    Oczami Annabeth

- Poznaj Johna, John to jest Annabeth - Jack przywitał się z bratem. Nie za bardzo wiedziałam, co mam zrobić, więc także podeszłam do Johna, który mocno mnie uściskał. To nie jest normalne, żeby źli ludzie byli tacy przystojni. Tak patrząc na nich.. Jack jest przystojniejszy. I z tego, co widzę jest też młodszy. Dziwne, bo tak stereotypowo - starszy powinien mieć "większą władzę". Chodzi o to,że John jest tak jakby, hmm, podwładnym Jack'a.
- Brat wiele mi o tobie opowiadał. Rzeczywiście jesteś bardzo ładna - spaliłam buraka.
- Dziękuję. Miło mi słyszeć takie komplementy. Ja za to niewiele wiem o tobie - chciałam wyciągnąć z niego jakieś informacje. On tylko uśmiechnął się pod nosem ( ma dokładnie taki sam łobuzerski uśmiech jak Jack), po czym rzekł "Lepiej niech tak zostanie".
- Nie przejmuj się jego zachowaniem, zawsze taki był - szepnął mi młodszy na ucho. - Może poszlibyśmy coś zjeść? - Dodał głośniej. Oczywiście zgodziłam się, innego wyjścia nie widziałam. Razem z Johnem ruszyliśmy do restauracji, która znajdowała się na parterze.

 Bardzo urocze miejsce. Stylizowana na włoską knajpkę, ściany zdobiły gustowne dodatki, dobrane kolory. Trochę zieleni, gdzieniegdzie czerwień oraz symbolicznie czarny.
Bałam się, że misja Percy'ego może się nie powieść. Zasadniczo dlatego,że oni wejdą do mojego pokoju na czwartym piętrze. Będą lekko zdziwieni, gdy mnie tam nie zastaną. A jeśli ktoś ich przyłapie? Ten błąd może ich kosztować życie. Nie pozwolę na to.
Kelnerki podały talerze pełne rozmaitego jedzenia. Mięso, sushi, pizza, sałatki. Dosłownie wszystko i to w hurtowych ilościach. Nałożyłam sobie odrobinę sałatki greckiej, mojej ulubionej. W trybie ekspresowym ją spałaszowałam po czym wstałam od stołu. Jack zdziwił się moim zachowaniem, więc uprzedzając jego pytanie rzuciłam:
- Muszę iść do łazienki - uśmiech, Annabeth, pokaż ząbki.
- Dobrze, zaprowadzę cię.
- Nie trzeba kochanie, sama trafię. Spędź trochę czasu ze swoim bratem - spojrzałam uprzejmie na Johna. Ruszyłam w stronę drzwi. Nie oglądając się za siebie, po prostu wyszłam. Przemierzałam długie korytarze z nadzieją, że się nie zgubię. Patrzyłam na szczegóły, przypominając sobie drogę do restauracji. "Teraz w prawo" mój mózg działał prawidłowo. Stanęłam przed drzwiami z numerem 418. Położyłam dłoń na okrągłą klamkę, przekręciłam. Moim oczom ukazał się ...

***
Hej, hej :D
Ten rozdział to takie wprowadzenie i nowej postaci, i wątku miłosnego, i nawet wprowadzenie w akcję, która wydarzy się niedługo. Mam już pewne plany... :D
Nominacje do LBA dodam jutro, dzisiaj już wysiadam. Muszę się położyć, myślenie jednak wykańcza człowieka.
Kończąc moją ambitną notkę chciałabym jeszcze raz gorąco podziękować za tyle wejść oraz wspaniałych komentarzy i za to, że jesteście <3 A więc DZIĘKUJĘ.
Zapraszam do dalszego komentowania i pamiętajcie - kom. za kom. oraz obs. za obs. Zostawiajcie linki do waszych blogów, czytam <3 Miłego weekendu herosi.
Meggi

środa, 12 marca 2014

Nominacja do Liebster Blog Award :D

Hejka :D
Zostałam nominowana przez Julię J ( http://justamymessymind.blogspot.com/ ) do Liebster Blog Award. Na wstępie chciałam jej bardzo za to podziękować, gdyż nie spodziewałam się. A więc ogromne DZIĘKUJĘ <3

1. Ulubiony przedmiot w szkole?
- Oczywiście język polski :D No i w-f, ale tylko kiedy gramy w siatkówkę.

2. Co najbardziej lubisz w prowadzeniu bloga?
- Kocham fakt, że mogę podzielić się swoją twórczością z innymi. Zawsze chciałam, żeby ktoś przeczytał to, co napiszę nawet jeśli ma mu się to nie spodobać. Gdy dodam jakiś post, to liczę, że dotrze do kogoś, ktoś doceni moją pracę i może kiedyś przyda mu się chociaż jedna informacja z tego, co wyczytał w życiu. I to właśnie jest piękne w prowadzeniu bloga.

3. Spodnie czy sukienki?
-  Zdecydowanie sukienki.

4. Ulubiona piosenkarka? 
-Nie mam jednej ulubionej, ale jak o tym myślę, to pierwsza do głowy przychodzi mi Katy Perry.

5. Jaki serial teraz oglądasz?
- Sherlock <3 (Kocham, kocham, kocham)

6.Najbardziej znienawidzone ćwiczenie na wf-ie?
- Wszystko związane z koszykówką -,-

7. Ulubiona bajka Disneya?
- Kraina lodu, Jak wytresować smoka,

8. Kraj, który chciałabyś odwiedzić?
- Anglia, Chorwacja

9. Trampki czy szpilki?
- Całym sercem trampki <3

10. Do szkoły nosisz torbę czy plecak?
- Mój ukochany plecak :D

11. Ulubione perfumy?
- Chanel no 5 :D Chociaż lubię wszystkie, które mama mi kupi x ddd

***
To tyle. Jeszcze nikogo nie nominowałam, ale obiecuję, że w najbliższym czasie się to zmieni :D Rozdział pojawi się najprawdopodobniej w piątek wieczorem.
Miłego prawie weekendu <3

Meggi

piątek, 7 marca 2014

Rozdział szósty - "Jest taki kochany kiedy się martwi"

  Oczami Percy'ego

       Do sali wszedł Nico. Wyglądał dużo doroślej niż, gdy widzieliśmy się ostatni raz. Jedno na pewno się w nim nie zmieniło - styl. Dalej ubierał się na czarno, ale cóż się dziwić. To dziecko Podziemia. Ucieszyłem się na jego widok, bo szczerze nie spodziewałem się chęci dołączenia do misji z jego strony.
- Stary! No jasne, że możesz! - powiedziałem sklejając piątkę z przyjacielem.
- Chwilę herosi. Jesteście pewni, że chcecie wyruszyć w czwórkę? Moim zdaniem trójka dzielnych półbogów zdecydowanie wystarczy - Chejron dokładnie zbadał wzrokiem Nico, aż ten zrobił krok w tył.
- Ja jestem pewien - mówiłem patrząc na syna Hadesa. - Bez ciebie nie idę.
- Zgadzamy się - krzyknęli razem pozostali uczestnicy wyprawy.
- Więc niech Bogowie mają was w swojej opiece - Thalia aż parsknęła śmiechem, chociaż bardzo starała się to ukryć. Chejron rzucił jej jedno ze swoich "zabójczych" spojrzeń, po czym dodał - Żeby nie było żadnych niedomówień, Łowczynie zostają - napad śmiechu Thalii został perfekcyjnie zgaszony. Wytrzeszczyła oczy i już miała zacząć się kłócić, gdy tak jakby zastygła za nim jakiekolwiek słowo wydobyło się z jej ust. Byłem pewien, że do głowy wpadł jej "genialny" plan.
- Nie ma żadnego problemu - powiedziała z uśmiechem. Wszyscy się zdziwili, ale bez słowa przyjęli ten fakt.

    Było już późne popołudnie, nie chciało mi się iść na jakikolwiek trening. Myślałem tylko o tym, żeby się położyć. Dokładnie po śniadaniu wyruszamy, więc trzeba nabrać siły. Idąc przez Obóz przyglądałem się nowym twarzom. Było ich tu pełno. Czyli Bogowie dotrzymują słowa i uznają wszystkie swoje dzieci. Rzuciłem okiem na domek Hermesa - nie był już tak przepełniony jak kiedyś. No w każdym razie były w nim tylko dzieci Hermesa, a to i tak sporo. Reszta domków także miała swoich obozowiczów. Tylko jedno sie nie zmieniło. Wielka Trójka nadal miała po jednym domowniku. Tyson obiecał mi kiedyś, że przez całe wakacje będzie ze mną mieszkał, żeby nie było mi smutno. Zakładam, że nie stanie się to prędko - został przecież ważną osobistością w podmorskim świecie. Powiedział mi też coś, co mnie bardzo ucieszyło: "Nie smuć się bracie, jeśli ja z tobą nie zamieszkam, na pewno zrobi to Annabeth." Zacząłem się wtedy śmiać, choć w głębi duszy liczyłem, że miał rację.

    Wszedłem do domku Posejdona, rozejrzałem się. Nic się nie zmieniło. Poczułem, że nareszcie jestem na swoim miejscu. Wyciągnąłem spod łóżka swój plecak, który zawsze zabieram na misje. Zapakowałem do niego trochę ciuchów, nektar, ambrozję i oczywiście kilka wybuchowych gadżetów, które dostałem w tamtym roku od braci Hood. Miałem teraz czas, aby porozmyślać nad swoim życiem, ale bardziej nad tym, co wydarzyło się przed Obozem. Ta wizja była jakaś dzika. Chociaż po tym, co powiedziała mi Thalia, jestem w stanie uwierzyć. Tęsknie za Ann i mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Obawiam się najbardziej tego, że przepowiednia się wypełni i dziecko Annabeth będzie walczyć u boku Kronosa. Bo tak może się wydarzyć, gdy Jack zostanie ojcem. Jedno wiem na pewno - musimy znaleźć ją zanim będzie za późno.


      Oczami Annabeth

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju. Powoli otworzyłam oczy. Leżałam wtulona w nagi, gorący tors Jack'a. Ach, jest taki umięśniony! Chwilę poleżałam, aż zaczęłam w miarę logicznie myśleć. Bo tak właściwie, to czemu ja z nim leżę? I to w dodatku bez ubrań?! Czarne myśli przebiegły mi po głowie. Odzyskiwałam świadomość. Kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego dnia! Wiem jedynie, że podczas snu mówiła do mnie moja matka. Wypowiadała różne słowa po starogrecku, nie za bardzo zrozumiałam, chociaż brzmiało mi to jak zaklęcia. Na koniec wspomniała coś o jakiejś truciźnie, że od teraz stopniowo będzie opuszczać moje ciało, do momentu, gdy całkowicie zniknie. Wtedy będę znowu sobą
- Cześć skarbie - słodki głos zawładnął mój umysł.
- Dzień dobry, misiu - powiedziałam uśmiechając się uroczo i całując jego ciepłe wargi. Był z tego bardzo zadowolony, oddawał każdy pocałunek. Na chwilę się od siebie oderwaliśmy, by popatrzeć sobie w oczy. To był moment, w którym wspomnienia zalewały moją głowę. Jak grom z jasnego nieba. Wow, dziwne uczucie. Tak nagle wszystko wiedzieć. Wiedziałam, że nie cierpię tego palanta. Wiedziałam, że kocham Percy'ego. A najgorsze, że wiedziałam, że przespałam się z tym deklem. On jednak nie czytał mi w myślach, więc był pewien o mojej miłości do niego. Co robić, co robić? Tylko jeden pomysł wpadł mi do głowy. Muszę udawać jego dziewczynę, dopóki nie nadarzy się okazja na ucieczkę lub jakiś ratunek. Jak znam Percy'ego to już wyruszył z pomocą.
- Jak ci wczoraj było? Dla mnie to najcudowniejsza noc w życiu - popatrzył na mnie z taką szaleńczą miłością, widziałam ten wzrok psychopaty, wzrok kogoś, kto myśli, że może mieć wszystko.
- Było genialnie, kocham cię - liczyłam, że chociaż trochę brzmię wiarygodnie, ale żeby dodać temu życia rzuciłam się na niego w pocałunku. Aż mi się niedobrze zrobiło. No cóż, granie słodkiej idiotki nie może być trudne, gorzej niż to, co było w nocy nie będzie. Posadził mnie na sobie i mierzył wzrokiem. Czułam się okropnie, taka bezbronna, naga, zagubiona. Jego wzrok. Tyle w nim miłości. W duszy błagałam, aby skończył. Zaczęłam głaskać go po klacie. Przestał się wgapiać, a ja chichrałam się jak totalna debilka.
- Koniec tego dobrego słońce, trzeba iść do pracy. Pokojówki przyniosą ci ubrania, a jak się wystroisz, to po ciebie wrócę. Chcę, żebyś kogoś poznała - poruszył brwiami, uśmiechnął się łobuzersko i nawet by mi się podobał, gdyby nie fakt, że nie lubię tego typa.
- Dla ciebie wszystko - sama siebie nie przekonałam, ale to półgłówek, w życiu tego nie załapie. Wstał, ubrał się, puścił mi oczko i wyszedł. Aż mnie telepie jak o nim myślę. Bogowie, jak mogłam z nim spędzić noc?
- Mam ubrania dla panienki - powiedziała młoda kobieta wchodząc do pokoju - położę je na komodzie. Będę tuż za drzwiami, gdybym była potrzebna - i wyszła. Sympatyczna. Wzięłam to, co zostawiła, chwyciłam swoją sukienkę i poszłam do łazienki.

 Super! Te ubrania na pewno wybierał Jack. Miętowa bluzka w koronkę - odsłaniająca pół brzucha, do tego czarne krótkie spodenki. Chociaż buty fajne, bo miętowe trampki. Sama nigdy bym sie tak nie ubrała. Łazienka miała maleńkie okienko, przez które wpadały promienie słoneczne. Nagle po prostu mnie olśniło! Złapałam swoją sukienkę. Na wszelki wypadek miała wszytą pod spodem kieszonkę, przed wyjściem na randkę wsadziłam tam trzy złote drachmy. Wyciągnęłam je, puściłam wodę z kranu, i gdy pojawiła się malutka tęcza wrzuciłam monetę.
- O bogini Iris, przyjmij moją ofiarę i pokaż mi Perseusza Jacksona - moneta zniknęła, światełko zamigało i pojawił się rozmazany obraz. Zobaczyłam Percy'ego razem z Nico, Thalią oraz Groverem. Szli w skupieniu przez las.
- Hej, Percy! Słyszysz mnie? - obrócił się gwałtownie w moją stronę, a raczej w stronę mojego głosu. Cała reszta zrobiła to samo.
- Bogowie! Annabeth? Nic ci nie jest? - Percy jest taki kochany kiedy się martwi.
- Nic mi nie jest. Słuchajcie. Moja matka pomogła mi przezwyciężyć moc trucizny i doskonale wiem, że nienawidzę Jack'a - ewidentnie odetchnęli z ulgą - Jestem w siedzibie powstańców, w jakimś hotelu. Z okna widać duży park z kilkoma kamiennymi posągami... sama nie wiem, co przedstawiają.  To jest jakieś czwarte piętro. Mam plan. Nie jest do końca genialny. Będę udawać miłość do Jack'a. Tak, żeby myśleli, że jestem po ich stronie. Spróbuję się czegoś dowiedzieć.
- Dobry plan, tylko uważaj na siebie - Oooo... Przejęty Percy.
- Ann przepraszam. To przeze mnie tam jesteś - Thalia naprawdę myśli, że to jej wina?!
- Nie, wcale nie. To tylko i wyłącznie moja wina. Zachowałam się głupio, a jako dziecko Ateny powinnam pomyśleć. A zadziałałam impulsywnie. Gdybym zwróciła się do was z tym wcześniej nie byłoby problemu - wydaję mi się, że ją pocieszyłam. - Ktoś tu idzie. Trzymajcie się.
  Nie zdążyłam przerwać całkowicie połączenia, bo oni wciąż widzieli wszystko, tylko po mojej stronie nie było obrazu. Nawet nie wiedziałam, że tak się da. Do łazienki wszedł Jack. Był trochę zdezorientowany, ale usmiechnął się, gdy zobaczył mnie w tym stroju i jak nakładam szminkę na usta.
- Myślałem, że z kimś rozmawiasz - zaśmiał się patrząc na mnie.
- Zabawne. Wiesz, że chciałabym rozmawiać tylko z tobą - usłyszałam ciche parsknięcie Percy'ego i "zamknij się" Nico. Jack na szczęscie nie usłyszał. Podszedł, złapał mnie w talii i oparł o ścianę. Zaczął całować. Podniósł mnie do góry, a ja oplotłam nogi na jego biodrach. Muszę przyznać, że on świetnie całuje. Aż zatraciłam się w tej chwili. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Glonomóżdżka "zabiję tego gościa" i Thalii: " siedź cicho głąbie, ale pomogę ci". Aż się lekko uśmiechnęłam. Jack chyba uznał to za zachętę i zaczął wbijać się w moje usta coraz namiętniej. Nagle przerwał jakby coś sobie przypomniał.
- Musimy iść. Chcę ci przedstawić....


***
Hejka <3
Przepraszam za opóźnienie, ale bardzo długo zajęło mi przepisanie i do tego uczyłam się go geografii :D Nananana *.* I mam 5 i 4+ <3 Jaram się. Dobra. Teraz poważnie.
Dziękuję za tyle wejść, miłych komentarzy i obserwatorów. I dziękuję Małgosi, która będzie to czytać i nawet nie wie, że pisze dzięki niej :D Tak Małgosiu mówię o tobie <3
Piszcie szczerze i zostawiajcie linki do swoich blogów misie. Czytam wszystko.
Nie obiecuję, kiedy pojawi sie kolejny rozdział, gdyż mam sprawdzian z fizyki ;ccc Trzymajcie kciuki.

Wasza Meggi.

 



piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 5 - przepowiednia, wizja i złamane serce

   Oczami Percy'ego

- Przepowiednia mówi o dziecku córki Ateny, które stanie do walki z Kronosem. Atena ma kilka córek, ale jesteśmy zgodni, że chodzi o Ann. Bo to ona jest "miłością wroga" - jak ujęła to Rachel. Dziecko będzie miało ojca herosa. Chejron nie wie dokładnie, czy dziecko będzie walczyć u boku Kronosa, czy też przeciwko niemu. Ale jest prawie pewny, że ojcem zostanie Jack - Thalia wyrzuciła to z siebie ze łzami w oczach. Ja aż się gotowałem od środka. Jak to moja Ann ma mieć dziecko? I to z Jack'iem? Zaraz, zaraz....
- On musiał wiedzieć o przepowiedni, prawda? Dlatego tak mu zależało na Annabeth, na tym, żeby się w nim zakochała. Nie pozwolę na to! Słyszysz?! Nie pozwolę!!! - zacząłem krzyczeć. To był dla mnie dość spory szok. Ale co jeśli to nie Jack zostanie ojcem dziecka? Tylko ktoś dobry? Wtedy będzie pewność, że pokona Kronosa walcząc przeciwko niemu. Tylko jest jeden problem. Ann kocha Jack'a. Pod wpływem trucizny, ale kocha. On na pewno to wykorzysta. Pewnie dla tego tak mnie nienawidzi, bo boi się, że pokrzyżuje mu plany.
  Thalia wpatrywała się we mnie jakby ciekawa, co teraz zrobię. Opanowałem już wybuchające krany, więc powoli się uspokajam.
- Percy, musimy udać się do Obozu. Porozmawiasz z Rachel, Chejronem i zobaczysz, czy dane jest ci ruszyć na misję - Przywódczyni mówiła spokojnie, ale stanowczo. Bardzo nie chciałem się z tym zgodzić, ale miała rację. Nie mogę być taki narwany.
- A więc ruszajmy.

  Oczami Annabeth

- Panie, budzi się! - jeszcze dobrze oczu nie otworzyłam, a juz słyszę jakieś głosy.
- Dzień dobry kochanie. Miło się spało? - Ach, ten słodki głos poznałam od razu.
- Jack! - rzuciłam się mu na szyję. Popatrzył mi w oczy, uśmiechnął sie, po czym namiętnie mnie pocałował. Oczywiście oddałam jego pocałunek. Och Bogowie, jak ja go kocham. - Bardzo się stęskniłam za tobą. A gdzie jestem?
- W Siedzibie Powstańców słonko. Witamy w naszych skromnych progach.
 Uśmiechnęłam się i wzrokiem pokazałam, żeby poddani wyszli. Chciałam pobyć trochę z Jack'iem. "Stój, Annabeth! Co ty robisz!? Opanuj się. Grrrr. Większość trucizny już działa, ale mój mózg kojarzy jeszcze fakty. Przecież ty kochasz Percy'ego. Annabeth ogarnij się!" - moja nie kochająca Jack'a część odezwała się  nieproszona. W ogóle to kim jest Percy?
  Pokazałam Jack'owi, żeby położył sie obok mnie na łóżku. Był lekko zdziwiony, ale radosny, że mu to zaproponowałam. "Annabeth, nie chcesz tego, posuwasz się za daleko! Posłuchaj mnie" - nie cierpie tej części mnie. Mogłaby się zamknąć. Pewnie, że tego chcę. Pragnę wszystkiego, co ma związek z Jack'iem. Miłość mojego życia położyła się obok, obejmując mnie w talii przysunął do siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Piękna jesteś, wiesz? I do tego cała moja - szepnął mi do ucha. Aż się zarumieniłam.
- A ty jesteś najprzystojniejszym chłopakiem świata i kocham cię - także szepnęłam mu do ucha. Zaczął całować mnie po szyi, coraz niżej, niżej... A ja ręką gładziłam jego nagi tors.

   Oczami Percy'ego

I znowu tutaj. Obóz. Tęskniłem za tym. Za moim domkiem, za znajomymi, przyjaciółmi, Clarisse, po prostu za wszystkim. Właśnie przekraczaliśmy bramę. Poczułem się wspaniale, jak zawsze, gdy tu jestem. Idąc, nagle złapał mnie potworny ból głowy. Wiedziałem, co to znaczy. Kronos bawi się moim umysłem. Lubił to robić. Takie jego hobby, po za niszczeniem świata, oczywiście. Padłem na ziemię jak długi. Podejrzewam, że straciłem przytomność. Moim oczom ukazała się scena z Annabeth. Jak dobrze ją widzieć całą i zdrową! Tylko, że tego akurat nie chciałem widzieć... Ona całowała się na łóżku z tym typem. Byłem pewien, że dzieje się to w tej chwili, gdyż dalej miała na sobie swoją śliczną sukienkę. Podejrzewam, że ten stan rzeczy nie potrwa zbyt długo. Po mojej obolałej głowie głośnym echem odbijał się głos: "Gdy przepowiednia się wypełni, już mnie nie powstrzymasz. A ona pracuje teraz dla mnie. Nie pomożesz jej." Moje serce właśnie się rozpadło. Nie jestem pewien, czy Ann z własnej woli się z nim obmacuje, czy jest pod wpływem tej cholernej trucizny. Nie wiem, po prostu nie mam pojęcia! Może to zazdrość, może nienawiść... może ja ją za bardzo kocham? I ta przeklęta świadomość, że naprawdę mogę jej nie pomóc...
- Percy żyjesz? Hej stary otwórz oczy! - To głos Grovera! Ocknąłem się momentalnie, nawet nie zdążyłem się rozejrzeć, a już skleiłem piątkę z przyjacielem. Nie widziałem go caaały rok.
- Dobrze cię widzieć, stary - powiedziałem wstając. Dopiero teraz zauważyłem, że dookoła mnie zebrał się cały obóz oraz wszystkie Łowczynie.
- Witaj młody człowieku! Ale nam zgotowałeś przywitanie. Nieźle się wystraszyłem - Chejron na prawdę wyglądał na przestraszonego - Chodź, porozmawiamy w Wielkim Domu. A reszta: uciekać do swoich zajęć! Nic tu się nie dzieje! - Jakoś nikt się nie ruszył, byli ciekawi dalszych wydarzeń. Chejron widząc to postanowił dać im nauczkę. Wziął mnie za rękę i posadził na swój grzbiet. Wszyscy otworzyli buzie ze zdziwienia albowiem nikt z Obozu nie dostąpił zaszczytu siedzenia na chejronowym grzbiecie. Usłyszałem kilka komentarzy "farciarz", "ale fajnie" i wszyscy od razu wrócili do swoich zajęć. Pogalopowaliśmy do Wielkiego Domu. Thalia i Grover również.
Przy okrągłym stole, którego wcześniej tu nie było, siedział Pan D. Pierwszy raz widziałem, żeby ucieszył się na czyjś widok. Mogłem się domyślić, że to nie ja byłem obiektem jego nagłego obruszenia. To była Thalia.
- Widzę tylko JEGO, a gdzie Annabell? - zapytał dosyć przejęty, co u niego jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Nikt nie miał ochoty go poprawiać,  a ja puściłem mimo uszu jego miłe przywitanie mojej osoby.
- Przykro mi, ale nie dałam rady.  Jack ją ma. Ale to nie wszystko - Thalia zaczęła opowiadać całą historię, aż do momentu mojego wyłożenia się u bram. Opiekunowie słuchali ze skupieniem, choć z każdym kolejnym zdaniem ich miny przybierały coraz mniej ciekawy wyraz. Gdy Łowczyni skończyła, wszystkie oczy zwróciły się w moim kierunku. Teraz kolej, żebym opowiedział swoją wizję. Nie ma sensu przed nimi cokolwiek ukrywać. Powiedziałem wszystko.
- Nie jest dobrze herosi. Kronos jest w stanie odrodzić się szybciej niż się spodziewaliśmy. I jeszcze Annabeth, która nawet nie wie o przepowiedni - Chejron ewidentnie nie miał czerwonego pojęcia, co robić. Rzadki widok.
- Zgłaszam chęć wyruszenia na misję w celu odnalezienia córki Ateny - jakoś nikt się tym nie zdziwił, ale widziałem w ich oczach lekkie przerażenie, niezdecydowanie, bicie się z myślami.
- Ja pójdę z tobą - wsparł mnie Grover.
- Ja także - po chwili dodała Thalia.
- I ja, jeśli mogę - niespodziewanie w sali pojawił się...


***
Hejka :D
Taki tam rozdzialik napisałam x ddd Myślę, że może być, ale chętnie posłucham waszych opinii. Dziękuję osobą, które czytają (o ile takie w ogóle są xD) i tym, które komentują <3 Miło jest słyszeć takie pochwały. Jeśli macie jakieś uwagi to nie krępujcie się - chętnie wysłucham, poprawie coś lub dodam. A i oczywiście czytam wasze blogi, które umieszczacie w kom. Pamiętajcie: kom za kom, obs za obs.
Następny rozdzialik dodam dosyć szybko, bo jestem z niego bardzo dumna :D
P.S. Zacznę nadawać swoim postom ambitne tytuły, co wy na to?

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Meggi

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 4

      Oczami Percy'ego

  Doszła do mnie wiadomość, że z samego rana wyruszamy do Obozu. Nie no, ogólnie super. Muszę magicznym sposobem dostać się do swojego mieszkania, spakować potrzebne rzeczy w 5 minut oraz wrócić i przygotować Annabeth. Dokładnie tak, super. Nie mam co marudzić, to rozkaz Thalii. Jakoś nie mam ochoty na wdawanie się w dyskusję z córką Zeusa.
- Dziewczyny, mam jedno małe pytanie. Takie naprawdę mało istotne, ale powiedzcie mi - jak mam dostać sie do domu? - zapytałem "lekko" poirytowany. Thalia parsknęła, z ruchu jej warg wywnioskowałem, że powiedziała "półgłówek".
- Serio nie wiesz? A o starym przyjacielu to już zapomniałeś? - Thalia uniosła brwi i przybrała ten wyraz twarzy, dzięki któremu bez testu DNA wiadomo, że to córka Zeusa (chociaż bogowie nie mają DNA ale mniejsza z tym). Zrozumiałem o co jej chodziło. Szybko wbiegłem na dach i głośno zagwizdałem. Chwila nawet nie minęła, a już dało się słyszeć echo skrzydeł. Cześć szefie dawno się nie widzieliśmy.
- Rzeczywiście Mroczy, bardzo dawno. To co? Lecimy do mojego mieszkania? Chyba wiesz gdzie to jest.
Jasne szefie, ale...
- Tak, tak. Dostaniesz cukier tylko lećmy już.
  Wskoczyłem na grzbiet Mrocznego. W mgnieniu oka rozłożył skrzydła, po czym wzbił się w powietrze. Lecieliśmy naprawdę szybko, więc u celu znaleźliśmy się w jakieś 3 minuty. Kazałem przyjacielowi zostać na dachu, a sam pobiegłem spakować rzeczy. Mojej mamy nie było dziś w domu. Chyba wyszła na jakąś randkę z Paulem. Złapałem największą torbę, zacząłem upychać do niej "najpotrzebniejsze" rzeczy, znaczy wszystko, co miałem pod ręką. Zostawiłem mamie kartkę na stole, napisaną niebieskim flamastrem oczywiście. Na pewno zrozumie. Spojrzałem na swój pokój. Z każdym rokiem spędzam w nim coraz mniej czasu. Ruszyłem w stronę drzwi. Nagle usłyszałem za sobą czyjś głos. Szeptał: "Perseuszu, lepiej będzie dla wszystkich, gdy przestaniesz się wtrącać. Posłuchaj czasem kogoś mądrzejszego <hahaha> Ona i tak będzie moja!". Obróciłem się gwałtownie w stronę, z której niby dochodził głos. Nikogo nie było. Wiedziałem jednak, kto to mówił. Nie chciałem tracić czasu, miałem bardzo złe przeczucia. Wskoczyłem  na Mrocznego i polecieliśmy.

   Oczami Thalii

- Rzucajcie włóczniami! Włócznie Łowczynie, włócznie! Dobrze, nie pozwólcie im dostać się do Annabeth! Alex, zablokuj wejście do pokoju. Ach, to bez sensu. Musimy wyjść z budynku!!! - krzyczałam jak opętana, chciałam nad sobą zapanować, ale nie mogłam. Jack nas zaskoczył, miał przewagę. Bałam się, że przegramy.
- Panie! Mamy ją, uciekajmy! - zawołał jeden z podwładnych.
- Świetnie. Wynosimy się stąd. Odwrót, słyszycie! Adieu dziewczynki - powiedział Jack patrząc na nas i śmiejąc się. Aż mnie coś od środka rozrywało. Rzuciłam się w jego kierunku. Pewnie udałoby mi się go uszkodzić, gdyby nie fakt, że zniknął. Po prostu się rozpłynął, razem z reszta hołoty, razem z Ann... Z moją przyjaciółką. Obiecałam, że będę jej bronić, choćbym miała zginąć. Obiecałam... W tym momencie zauważyłam Percy'ego. Świetne wyczucie czasu.
- Thalia! Co tu się stało? Gdzie Annabeth?  - zapytał mocno zdenerwowany rozglądając się po zniszczonym pomieszczeniu.
- To Jack. Zaatakował nas ze swoją bandą i zabrał ją. Przepraszam Percy, to moja wina. Mogłam to przewidzieć - wybuchłam. Nie wytrzymałam napięcia, usiadłam przy ścianie i schowałam głowę w kolanach.
- Hej, spokojnie - choć sam wcale nie był spokojny. Doceniam, że chciał mnie pocieszyć - To serio nie twoja wina. Nie mogłaś wiedzieć. Nikt nie mógł. Poza tym Annabeth jest mądra, na pewno w tym czasie, gdy będziemy jej szukać znajdzie jakiś sposób na wydostanie się lub chociaż na obronę - był taki pewny tego, co mówi. Nie chciałam go ranić.
- Yhmmm... tak, no bo wiesz... - zaczęłam się jąkać, co mi się nie zdarza. I ta zagwozdka jak mu to powiedzieć?
- Ukrywasz coś, prawda? - strzał w dziesiątkę.
- Yhm. I tak byś się dowiedział. Bo ta trucizna, to ona no... spowodowała, że Ann została poddaną i hmm.. najwierniejszą towarzyszką Jack'a. Czyli zakochała się w nim. Raczej nie będzie chciała od niego uciec.No i wiesz jest jeszcze jedna sprawa. Gorsza niż to. - wyrzuciłam z siebie tylko niewielką część informacji. Wiem jak go zaboli prawda. Przecież on ją kocha. I wiem, że ona jego też. Percy nic nie powiedział. Usiadł na przeciw mnie pod ścianą, schował twarz w dłonie. W tym momencie wszystkie krany, butelki, rury zaczęły wybuchać. Łowczynie krzyczały, żeby nad tym zapanował. A ja usiadłam obok niego i zaczęłam:
- Percy, to nie wszystko. Powiem ci resztę tylko uspokój się do cholery - spojrzał na mnie i szepnął "mów".
- Istnieje przepowiednia, o której Chejron dowiedział się jakieś dwa tygodnie temu. Nikt oprócz nas o tym nie wie. To przez to tu jestem. Annabeth jest naszą nadzieją, ostatnią nadzieją. Rozumiesz?
- Ale zaraz, o czym dokładnie mówi przepowiednia? - wiedziałam, że o to zapyta. Wdech, wydech, spokój. Mów.
- Tylko się nie denerwuj, proszę. Przepowiednia mówi o....


***
Taaa daaam!
No hejka herosi :D
 I mamy czwarty rozdział. Trochę się ciągnie ta akcja z niewiedzą Percy'ego ale w jednym rozdziale nie może być natłoku informacji :D Szykujcie się na szok związany z przepowiednią ;* A i dziękuję wszystkim komentującym oraz czytającym i zachęcam do dalszego KOMENTOWANIA, bo to bardzo bardzo bardzo motywuje.  Obserwacja za obserwacje itp. Wpadne chętnie na wasze blogi misie.
P.S. A i usunęłam weryfikację obrazkową huehuehue *.*

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 3

         Oczami Percy'ego

To Łowczynie! Z Thalią na czele. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy z widoku córki Zeusa. 
- Cześć misie - powiedziała Thalia odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Posłaliśmy jej szeroki uśmiech. Przywitaliśmy się z resztą Łowczyń. Wyjaśniły nam, że Oblechom nic nie będzie - zostali tylko ogłuszeni i uśpieni na jakieś 48 godzin. Ucieszył mnie fakt, że niczego nie zapamiętają.
- Ann, wszystko w porządku? - Tradycyjne pytanie. Chociaż ja naprawdę się martwiłem, nie wyglądała najlepiej. Chwiała się na swoich pięknych, długich i lekko okaleczonych nogach. "Hej, hej. Ogarnij myśli" skarciłem sam siebie. Nie zdążyła nic odpowiedzieć. Zachwiała się lekko do tyłu, po czym momentalnie padła na ziemię. Zemdlała. Blondwłosa Łowczyni stała wystarczająco blisko by w porę ją złapać. Podniosłem ją delikatnie i ruszyłem w stronę jej mieszkania.
- Percy, właściwie to co wy tu robicie? - zapytała przywódczyni.
- Wracaliśmy z ran.. ze spotkania. Po prostu odprowadzałem Annabeth do domu, gdy zjawili się ONI. Złapali ją, więc użyłem swojej mocy. Zamknąłem nas w wodnej kuli i... czekaj. A wy co tu robicie?
 Thalia ewidentnie nie chciała odpowiadać na to pytanie. No co to ma być? Ona też coś ukrywa. Cholera! Czy tylko ja tutaj nie mam żadnych tajemnic?!
- Słuchaj. Na razie mogę powiedzieć ci tyle: pakuj się. Razem z Łowczyniami musimy bezpiecznie odtransportować was do Obozu. Zero pytań, jasne?  - Tak. Miałem rację. Ona też coś ukrywa. W tej chwili nawet nie miałem ochoty pytać. Położyłem córkę Ateny na łóżku, zdjąłem jej buty. Rudowłosa Łowczyni zajęła się nią. Miałem czas na porozmawianie z Thalią.
- Nie wiem jak to się stało, że zjawiłyście się w idealnym momencie. Nie wiem, co ukrywasz i nie wiem, co ukrywa Ann. Ale powiedz chociaż, o co w tym wszystkim chodzi! - powiedziałem na jednym wdechu wparowując do kuchni. Reszta dziewczyn obrzuciła mnie dosyć dziwnym spojrzeniem, po czym opuściły nas. No sorry. Po takim dniu miałem prawo być poirytowany.
- Och, pierdoło ty jedna. Nic ci nie powiem. Nie mogę. Za to ty mi gadaj skąd wiesz, że Annabeth coś ukrywa? - Thalia uniosła jedną brew. Zauważyłem, że ma to po swoim ojcu. Poczułem się jak na przesłuchaniu. Stwierdziłem. że lepiej będzie jak powiem wszystko, co wiem, bo może to być ważne w sprawie, o której nie mam pojęcia. Fajnie. Nie pominąłem żadnych \szczegółów. Dziewczyna słuchała z zainteresowaniem. Ledwo zdążyłem skończyć swoją historię, a do kuchni wbiegła blondwłosa Łowczyni.
- Pani - rzuciłem Thalii zdziwione spojrzenie. Wzruszyła ramionami - nie jest najlepiej. Dziewczyna ma we krwi truciznę - na dźwięk tego słowa wzdrygnąłem się - dobrze, że nasza reakcja była natychmiastowa, gdyż mogło by to spowodować nawet śmierć. Nic wielkiego jej nie będzie - mówiąc to dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim smutkiem w oczach. Zdziwiło mnie to, bo właśnie przyniosła dobrą nowinę. - Jeszcze jedno.. ale to już w cztery oczy, Pani.
Łowczynie wyprosiły mnie z kuchni. Zastanawiało mnie o czym rozmawiają i czemu ja nie mogę się o tym dowiedzieć. 

            Oczami Thalii

To kompletna paranoja! Rozumiem, że można w kimś zauroczyć, zakochać. Choć sama przysięgałam wieczną czystość - rozumiem takie sytuacje. Trzeba jednak być cholernym dupkiem, żeby posunąć się do czegoś takiego!
- Pani, co z tym zrobimy? Po przebudzeniu będzie myśleć tylko o nim. 
- Wiedziałam, że on musi mieć coś wspólnego z tymi Oblechami. Od jego kolesiów biła czarna energia, on pewnie nie jest lepszy. Nie możemy dopuścić do sytuacji, gdy Annabeth odda się Jack'owi. Rozumiesz? - Byłam wściekła na tego gnoja, przecież to moja przyjaciółka. Jak ja mam to przekazać Percy'emu. Hmmm. Może tak: "Ej, Percy. Dziewczyna, którą kochasz (tak wszyscy o tym wiedzą) została otruta, a może raczej opętana i od teraz jest niewolnicą gościa o imieniu Jack. A z kolei ten sam gościu jest przywódcą powstańców armii Kronosa. Fajnie, nie." Nie! Właśnie nie! Stop. Spokój. Muszę wypełnić misję, obiecałam. Wszyscy na mnie liczą.
- Powiedz wszystkim, żeby zaczęli się pakować. O świcie wyruszamy.


***
No hejka <3 O Bogowie! Ile mnie tu nie było. Przepraszam wszystkich za moje karygodne zachowanie :D Muszę się poprawić. No ale cóż, zaczęłam pisać wszystko w zeszycie i teraz muszę to przepisać. Mam kilka rozdziałów już wymyślonych i mówię wam - będzie zabawa, będzie się działo :D 
Zapraszam wszystkich do czytania, promowania i oczywiście KOMENTOWANIA <333 Kocham komentarze *.* I czytających też bardzo kocham ;) 
Następny rozdział pojawi się w przeciągu tygodnia, tak myślę przynajmniej x ddd 
Komentujcie misie <3

                                                                                                                   Meggi