niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 26

Oczami Nico

     Mama Chloe była co najmniej w szoku, gdy dowiedziała się o moim pokrewieństwie z Hadesem. Chociaż patrząc na mnie nie trudno wywnioskować, że coś jest nie tak. A tym "nie tak" jest właśnie Hades.
     Nie mniej jednak była dla mnie bardzo miła. Uraczyła mnie nawet pyszną herbatą (wcale nie była pyszna, ale ten jeden raz w życiu czułem potrzebę bycia miłym) oraz domowej roboty herbatnikami. Nie chciałem się zasiedzieć, więc poprosiłem o informacje dotyczące miejsca pobytu Chloe.
- Jest, znaczy powinna być, teraz w szkole - tutaj podała mi, jak dojść do owej szkoły. Nie miałem ochoty błądzić po mieście.
A na końcu, jak już wspomniałem - bardzo miła pani Samanta -  poprosiła, żebym kopnął Pana Podziemii w krocze.

*
     Szedłem wąską, porośniętą bzami i nimi również pachnącą, uliczką. Postanowiłem ominąć główną ulicę, bo według pani Samanty Chloe nie miała w zwyczaju przechadzać się zatłoczonymi ulicami. Lubiła ciszę, spokój i wszystko, co mroczne. Powinniśmy się dogadać.
     - Hej! Masz ogień? - Zaczepił mnie jakiś koleś, wyglądajacy na dosyć agresywnego i niezrównoważonego szesnastolatka. Spojrzał mi w oczy, nadzwyczaj mało inteligentnym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: ogień albo śmierć. Zdecydowanie wybrałbym to drugie, ale dla niego.
     Choć na usta cisnęły mi się rozmaite słowa, nie chciałem wszczynać burdy.
- Nie. Przykro mi, nie mam. - Z dumą, że nie zrobiłem niczego głupiego, wyminąłem inteligenta.
- Wydaje mi się, że jednak masz. - Złapał mnie za rękę. Czy ja mam mu to przeliterować?
     Bardzo nie lubię, kiedy ktoś mnie ogranicza. Bardzo.
     Powstrzymałem falę negatywnych, zupełnie nieporządanych w tej chwili, emocji. Zrobiłem to jednak zbyt późno - bzy zaczęły więdnąć. Czekałem tylko, aż z ziemi wyskoczą zombie.
- Ej daj mu spokój. Jak mówi, że nie ma to chyba nie kłamie. Bał by się skłamać stojąc obok ciebie.
   Nie mogłem, no po prostu nie mogłem. Śmiech wyrwał się z moich ust. Że niby ja miałbym się bać tego śmiertelnika. Może i on nie widzi przez Mgłę i nie doznałby obrażeń od mojego miecza, to ja zawsze w pogotowiu mam składany nóż wykonany ze zwykłego metalu. Tak tylko, żeby postraszyć.
- I z czego się cieszysz, dzieciaku? - rzucił inteligent.
- Brad, daj spokój. Jeszcze będziesz miał kłopoty - dziewczyna, która wcześniej próbowała mi pomóc, stanęła teraz między nami. Jej czarne kręcone włosy zasłoniły mi pół świata.
     Brad uspokoił się, lecz dalej w jego oczach widziałem żądzę mordu. Moje emocje oddalały się, przechodząc przy okazji przez asfalt i rozpękając go na miliard kawałeczków. Ups.
- Jak to się... Co??? - Brad wybałuszył oczy. Bladolica zwróciła się w moją stronę. I wtedy mnie oświeciło. Ona wyglądała zupełnie jak ja... Tylko z burzą włosów i lepiej ubrana.
     Bingo.
- Brad. Chyba musisz już iść do domu. - Dalej wgapiała się we mnie.
     Powinniśmy się dogadać.

Oczami Annabeth

- Czuję się, jakbym mogła zrobić wszystko. Zupełnie wszystko - krzyczałam uradowana, że nareszcie pozbyłam się swojego problemu. Jednego z wielu.
- Wszystko? - Zapytał Percy, zawadiacko unosząc w górę prawą brew.
   Uwielbiam kiedy tak robi.
- Tak, Glonomóżdżku. Wszystko! - Podeszłam do niego i na dowód mojego "wszystkiego" pocałowałam go. Ale nie tak, jak zawsze. To był wyjątkowy i wyjątkowo namiętny pocałunek.
     Usiedliśmy na plaży. Blask księżyca odbijał się od tafli. Przytuleni do siebie oglądaliśmy, nadzwyczaj spokojną, wodę. Spokojna była do momentu, gdy Percy nie zaczął się popisywać. Co chwilę unosił wodną kulę i celował nią we mnie. Bardzo chciałam mu oddać, lecz mój kochany Glon nie moknie. Jeśli nie chce. A właśnie teraz nie chciał.
     Postanowiłam zaciągnąć go do jeziora. Może wtedy przestanie mu zależeć na suchych bokserkach. Powoli ściągnęłam koszulkę i rzuciłam ją na piasek. Percy zaczął się przyglądać, ale nic nie powiedział. Później ściągnęłam szorty. Stałam przed nim w samej bieliźnie i czekałam, co zrobi. On również zaczął ściągać koszulkę, powoli, stopniowo się do mnie zbliżając. Odpiął pasek, zdjął spodnie, rzucił je gdzieś daleko.
- Na trzy? - Zapytałam.
- Na trzy. - Potwierdził.
     Odliczaliśmy razem.
- Raz, dwa, trzy! - Zanurzyliśmy się w wodzie.
     Nie czułam chłodu.
     Czułam jego ciepłe ręcę na moim ciele.

*

- To gdzie idziemy? - rzucił Percy z nadzieją w głosie, gdy siedzieliśmy na pomoście.
- Jak to gdzie? Do swoich domków - zaśmiałam się, bo sama nie wierzyłam, ze to mówię.
- Ale przecież dzisiaj możesz zrobić wszystko - odpowiedział uśmiechając się w ten swój magiczny sposób. Znów się zaśmiałam. Pocałowałam go lekko w policzek, po czym wstałam łapiąc go za rękę i prowadząc w stronę domku numer trzy.
     Po drodze staraliśmy się znaleźć swoje ubrania. W ciemności nie było łatwo. Jednak z moim logicznym myśleniem, szybko znalazłam zguby.
     Percy odruchowo sprawdził w kieszeni spodni, czy ma swój miecz.
- Nie ma - powiedział cicho.
- Spokojnie. Może gdzieś wypadł. Przecież i tak do ciebie wróci - starałam się go uspokoić. Wzruszył obojętnie ramionami.
- Wiem - odparł i nagle szeroko się uśmiechnął.
- Dlaczego się tak uśmiechasz? - Zapytałam.
- Bo mam ciebie - odpowiedział.


***
No hej ;3
Wracam po (chyba) 2 tygodniowej przerwie ;) Hahaha i to dlatego, że sama naprawiłam sobie dzisiaj laptopa xddd Zdolniacha ;D
Nie wiem, jak wam, ale mi very podoba się ten rozdział ;D Komentujcie ;3
I informuję, że w tym tygodniu licznik dobił do 30 000 tysięcy wyświetleń <3 Dziękuję *.*

Meggi
   

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 25 - kontrola

Oczami Percy'ego

    Patrzyłem to na boginię, to na Annabeth. Starałem się zrozumieć, o czym one rozmawiają. Było by mi zdecydowanie dużo prościej, gdybym zorientował się, jakiego języka używają. Tak, od tego powinienem zacząć.
- Hai karewin suretm sker imkuypli? - z tonu jej głosu wywnioskowałem Hekate, że zadała pytanie.
- Einule saramakiz um artke mei darew, sergaminom heiz? - Odkrzyknęła zdenerwowana (nie mam pojęcia czym) Ann.
    Dużo to ode mnie wymagało, ale postanowiłem się nie wtrącać. Chciałem tylko, żeby z moją dziewczyną znów było wszystko dobrze. Obracałem w dłoni mój niebieski pierścień z trójzębem, który dostałem kiedyś od taty. Tym się uspokajałem, Doszedłem do wniosku, że lepsze to, niż wysadzanie kanalizacji.
   Z zamyślenia wyrwał mnie spokojny głos bogini.
- Teraz ty jesteś potrzebny - poczułem się doceniony. Usiadłem bliżej, bo tak jakoś w trakcie tej porywającej i równie niezrozumiałej rozmowy, stopniowo się oddalałem.
- Ale ja nie znam tego dziwnego języka - protestowałem.
- Oczywiście, że nie znasz. To język ludu, potomków heroski, która stworzyła te kamienie. Od kiedy Annabeth je posiadła, zaczęła jakby.... spoufalać się z nimi. - Chyba zrobiłem minę "weź kobieto mów po ludzku", gdyż Hekate teatralnie  przewaliła oczami, po czym dodała: One przejmują nad nią kontrolę.
   Ruchem ust odpowiedziałem :"Dziękuję"
- Czyli tak właściwie to co? - Nie byłbym sobą, nie zadając tego pytania.
- Glonomóżdżku - niespodziewanie odezwała się Ann - muszę połączyć w sobie ich moc. Zrozumieć ją i zapanować. Ale ty musisz im pomóc.
   Hekate uśmiechnęła się, jakby chciała powiedzieć "mądra dziewczyna".
- Normalnie to nie ma problemu, pomogę ci we wszystkim. - Złapałem Ann za rękę - tylko, że ty wiesz, że ja nic nie mogę zrobić z tymi głazami.
   Dwukolorowy wzrok przeszywający moją duszę, wcale nie pomaga w pomaganiu. Ani trochę.
- Musicie się skupić. Oboje. Córko bogini mądrości, postaraj się spojrzeć w głąb siebie, zjednocz się z pradawnymi siłami. Teraz to ty podejmujesz kontrolę, rozumiesz - Annabeth przytaknęła. - A ty Percy, złap ją za ręce i myśl pozytywnie. Przesyłaj swoją energię, pokaż jak bardzo ją kochasz. Razem wam się uda.zobaczycie.
   W całym swoim krótkim życiu, na niczym tak mocno się nie skoncentrowałem. Z moim ADHD ciężko było patrzeć w jeden punkt przez 10 sekund, więc teraz czułem się, jakbym przynajmniej osiem razy przebiegł maraton.
-Czuję to. One się ze mną porozumiewają - jęknęła moja dziewczyna.
-Wiem, skarbie. Czuję dokładnie to samo. - Hekate nie spuszczała z nas wzroku.
    A ja myślałem o najpiękniejszych chwilach w życiu. Większość wiązała się z Ann, oczywiście.  Nasz pierwszy pocałunek,  randka, wspólne misje. Pozytywne emocje wypełniły mnie od wewnątrz.  Całego.
   Krzyk Mądralińskiej błyskawiczne sprowadził  mnie na ziemię.
- Co się stało?  - zapytałem wystraszony.
-Skończyła - odpowiedziała bogini.
-Skończyła co?
- Cały proces. Przejęła kontrolę.
   Spojrzałem w oczy mojej Ann. Burzowe niebo znów w nich zagościło.
   Córka Ateny zajrzała do woreczka przy pasie.
- Nie ma ich! Zniknęły..
- Wcale nie zniknęły. Są w tobie, a raczej tobą.


***
A macie taki krótki xd Mam jeszcze jedną perspektywę, ale zaraz mnie szlag trafi przez pisanie na komórce. A więc, jak dorwę się do laptopa to będzie rozdział. W każdym razie oby się podobał ♡
Kocham ;*
Meggi

sobota, 18 października 2014

Rozdział 24 - Chloe

Kochani czytelnicy <3
Tak bardzo was przepraszam za to ogromne opóźnienie ;c Powinniście mnie zabić łyżeczką lub długopisem, bo inaczej ze mną nie można xddd 
W każdym razie przedstawiam wam nowy rozdział ;3 I jak zapewne twierdzicie - za krótki ;___;

Oczami Nico

      Zły na ojca, za trzymanie takiej sprawy w tajemnicy, jak nie w zapomnieniu, i skołowany całą zaistniałą sytuacją, przeniosłem się do Chicago. Słyszałem trochę o tym mieście, lecz to nie najlepsza pora na zwiedzanie czegokolwiek. Moim celem było znalezienie. Dziewczyny. Jakiej - to już nie łaska powiedzieć.
      Idąc za wskazówkami Hadesa, doszedłem do antykwariatu "Wieczna młodość". Chwilę mi zajęło, żeby przeczytać ten szyld. I zrozumieć to, co przeczytałem. Niepewnie wszedłem do ciemnego pomieszczenia. Gdzie okiem rzucić - wszystko porastał gęsty kurz, zalegający tu chyba od czasu odzyskania przez Stany niepodległości. W środku było cicho. Zdecydowanie za cicho. Podłoga skrzypiała niemiłosiernie. Każdy mój krok słyszeli nawet na stacji kosmicznej. Bardzo starałem się niczego nie dotykać, ale stare książki, wazy i szkatułki same aż się prosiły, by moje ręce na nich spoczęły.
      Najbardziej zaciekawiła mnie nieduża skrzyneczka przy ladzie. Namalowani byli na niej bogowie. Wszyscy. I to nie tak jak przedstawieni są w podręcznikach szkolnych, tylko jak wyglądają teraz. Jakby zaatakował ich XXI wiek. Zauważyłem swojego ojca. Przez moment wydawało mi się, że na mnie spojrzał... Że się uśmiechnął... Poczułem niepohamowaną chęć dotknięcia owej skrzynki.
- Lepiej tego nie ruszał młodzieńcze - znikąd pojawiła się sympatycznie wyglądająca kobieta, przez ktorą o mały włos nie dostałem zawału. - Jest bardzo cenne.
- Dzień dobry - wydukałem, chowając ręce do kieszeni.
- Mogę ci w czymś pomóc? - Zapytała z nadzieją w głosie. Raczej nie często ktoś tu przychodzi.
- I to nawet bardzo - oczy jej rozbłysły. - Ale nie chodzi mi o pani asortyment - Nie zniechęciła się, czyli jest dobrze.
- W takim razie, co mogę dla ciebie zrobić, kochanie? - Miała taki miły głos...
- Czy ma pani na imię Samanta? - Dziwne pytanie, wiem.
- Tak. A ty jesteś małym agentem? - Zaśmiała się, ja wolałem nie.
- Nie. Szukam pani córki - Usmiech zszedł jej z twarzy w zaskakująco szybkim tempie.
- Szukasz Chloe? Cóż ona znowu narobiła?
- Podejrzewam, że niewiele - musiałem skłamać - Przysyła mnie - tu wziąłem głęboki oddech - Hades.
    Mało brakowało, żeby wylądowała pod ladą. Mogłem tego nie wspominać, ale skoro miała z nim dziecko, powinna wiedzieć, że jest bogiem. No.. powinna.
- Nagle sobie o nas przypomniał? Po osiemnastu latach? - Powiedziała z wyrzutem. Nie wyglądała na złą, lecz na przygnębioną. - Jesteś jego posłańcem.
- Gorzej. Synem.

Oczami Nicole

     Wiedziałam, że Percy i Annabeth poszli na spotkanie z Hekate. Chcialam z nimi iść, ale mi nie pozwolili. Muszę poczekać, aż wrócą. Wtedy pewnie będą mieli wyruszyć na misję, a ja nie mam innego wyjścia, jak iść razem z nimi.
     Miewałam coraz częściej przerażające wizje, dotyczące mojego młodszego braciszka. Dostawałam różne wskazówki, a raczej rozkazy, jak mam się zachować, co robić, żeby Colin nie zginął. Miałam wrażenie, że całe otoczenie do mnie szepcze. Mówi mi, ze mam zaprowadzić kilku herosów na górę - tam właśnie miała rozpętać się wojna. Dzieki krwi niewinnych. Nie wiem, na jaką górę. Nie wiem, kiedy ani kogo.
    Czułam, że nie dam rady. Czułam, że nie powinnam tego robić.
     Miałam dosyć.
Głosy
Głosy
Głosy
    Wszędzie słyszałam te cholerne szepty, mówiące, że mój brat zginie, że jego czas mija.
     A ja jeszcze nawet nie ukradłam Percy'emu miecza.

Oczami Percy'ego

- Witaj łaskawa bogini - ukloniliśmy się przed obliczem Hekate. Annabeth mówiła coś bardzo niewyraźnie, sama do siebie. - Potrzebujemy twojej pomocy.
   Na pierwszy rzut oka wizerunek bogini odstraszał. Ubrana w brązowe szaty, za pasem chowała bicz oraz sznur, po ramieniu pełzał je wąż, a obok leżał połyskujący miecz. Spoglądała surowo na wszystko dookoła. Jednak, jak jej się lepiej przyjrzeć wydawała się jednocześnie łagodna i potężna.
- Usiądźcie. Ty, Annabeth, bliżej mnie - spoczęliśmy na marmurowych ławkach.
- Ale ona jest brzydka. Nie, wcale nie. To bogini. Bogini też może być brzydka - spojrzałem karcąco na Ann. Ona odpowiedziała mi pustym biało-czarnym spojrzeniem.
- Przed nami dużo pracy, moi drodzy. Dobrze, że jesteście tak wcześnie.


***

No. Wracam. Mam nadzieję, że na dobre. Tak bardzo brakowało mi tego wszystkiego ;3 Ale nie mogłam się zebrać w sobie, żeby coś napisać. Po tym, jak pani zjechała moje wypracowanie (bo nimy mam błedy logiczne, a druga polonistka powiedziała, ze to w żadnym wypadku nie jest błąd O.o) to tak trochę opadły mi chęci do pisania ;c Ale stwierdziłam, że pani się nie zna xddd Skoro myli Hadesa z Plutonem, no to sorry ;D
BTW cieszę się, że jestem <3
Buziaczki ;*
Meggi

niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 23 - Jeszcze jeden?

Oczami Nico

- Jestem już. - Powiedziałem lekko zniecierpliwiony.
- No przecież cię widzę, synu. Musisz jeszcze chwilę poczekać - jak raz Hades wydał mi się wyjątkowo miły.
Pan Podziemi rozsiadł się wygodnie na swoim czarnym tronie i przeglądał jakieś księgi. Persefony nie było u jego boku. Na moje szczęście. Nie chcąc stać jak jakiś kołek na środku sali tronowej, podszedłem pod ścianę - równie czarną jak cała reszta pomieszczenia i usiadłem na zimnych kafelkach, w kolorze czarnym, oczywiście.
Cisza odbijała się echem po wszystkich czterech ścianach.
Oparłem głowę o kolana i zacząłem zastanawiać się nad dosyć ciekawym zjawiskiem, którymi były oczy Annabeth. Do tej pory zatracałem się w nich za każdym razem jak rozmawialiśmy, czy tylko rzucaliśmy sobie spojrzenia, a teraz one aż hipnotyzują, przekazują energię. Niekoniecznie dobrą. Jedynym logicznym wytłumaczeniem koloru oczu Ann były kamienie. Jedno oko czarne niosło ze sobą zło, strach, ból, nienawiść, a drugie, białe, dobro, wolność i miłość. Czyli Annabeth jest teraz nimi jednocześnie. Jeżeli czerń w niej wygra, a niech bogowie do tego nie dopuszczą, będzie siać zło i całkiem możliwe, że przyłączy się do Jack'a. Chyba że przestanie nosić przy sobie te cholerne kamienie...
- Nico, słyszysz mnie? - Zagrzmiał głos Hadesa.
- Co? - nic głupszego nie mogłem palnąć. Ojciec westchnął głośno, przewalił oczami i powtórzył.
- Pytałem, czy kontaktowała się z tobą Thalia. Bo nie myśl sobie, że nie wiem nad czym kiedyś rozmawialiście. - Podniósł brwi do góry i wpatrywał się we mnie tymi swoimi czarnymi jak węgiel oczami. Czułem, że właśnie przewierca moją duszę.
- Niby skąd możesz to wiedzieć? - Dopiero po chwili ogarnąłem się, że rozmawiam z bogiem. Dziwne by było, gdyby tego nie wiedział. - Dobra, nieważne. Skoro wiesz to, to wiesz również, że się nie zgodziłem, a ona przysięgała na Styks, że tego nie zrobi.
Hades poważnie zastanowił się nad moimi słowami, oparł rękę o kolano, gładził palcami podbródek i myślał.
- W takim razie powinna już nie żyć - powiedział obojętnie - a zupełnie na taką nie wygląda.
- Skoro żyje to nie zrobiła tego! -Przełknąłem głośno ślinę i czekałem na jego reakcję. Ponownie westchnął.
-  Zeus już tu był. Rozmawiał ze mną i z Posejdonem. Przekonaliśmy go, że to jeszcze nie czas na drastyczne środki. Ale długo nie ukryjemy tego, że boska broń znika. Broń kuta na Olimpie! Synu, czy ty masz pojęcie, co to znaczy dla świata ludzi?
- Ale broń bogów nie robi krzywdy śmiertelnikom! - Krzyknąłem.
- Nie, to niebiański spiż nie robi im krzywdy. Broń Zeusa zabija każdego. A twoja przyjaciółka ją kradnie! - Ryknął tak głośno, że na pewno słyszeli to w Obozie. - Więc powiedz mi, jak to możliwe, że ona dalej żyje!
- Bo nie ona ją kradnie! Czy jesteś za głupi, żeby to zrozumieć? - Od razu pożałowałem tych słów. Cała sala pociemniała, a ja poczułem odór śmierci.
- Uważaj na słowa dzieciaku. Obaj wiemy, że tylko dziecko Wielkiej Trójki może dotknąć się tak potężnej broni. Percy'ego Posejdon ma cały czas na oku i udowodnił, że to nie on. Ciebie nie było tutaj w tym czasie i poręczyłem, że to nie ty. Nie ma innych dzieci! - Mówił szybki i nerwowo. Starałem się stać prosto i nie uciec. Średnio mi to wychodziło.
- Chyba, że jest ktoś o kim nie wiecie..?
- Zarzucasz mi .. - zamilkł w połowie. Wyglądał jakby sobie coś przypomniał, jakby nagle zdał sobie z czegoś sprawę. - Synu, musisz kogoś znaleźć.

Oczami Jack'a

Żolnierze ciągle wchodzili i wychodzili z ładowni. Przynosili kolejne pudła broni. Thalia z przerażeniem patrzyła na całą sytuację. Ze względów bezpieczeństwa była przywiązana do krzesła.
- Jesteś z siebie dumna? Zdradziłaś przyjaciół, ojca, żeby mi pomóc. - Usiadłem obok niej i spojrzałem w jej oczy. Szalały tam pioruny, prawdziwy sztorm.
- Wiemy, że to nie ja wyniosłam to ze zbrojowni. Ja tylko pokazałam drogę, zaplanowałam wszystko - mówiła coraz ciszej, stopniowo pogrążając się w rozpaczy-  pomogłam wrogom i przysięgłam, że będę walczyć po twojej stronie! - Prąd przeszył moje ciało, aż odskoczyłem.
- Zapomniałaś o tym, że przez ciebie oni idą do Hekate. Ona, w pełni nieświadoma, po nauczeniu Annabeth obsługiwania się swoim przeznaczeniem, wyśle ich tutaj. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Sam mi kazałeś to zrobić!
- W sumie tak, ale ktoś powiedział parę słów za dużo. Wiesz jak twoje nieposłuszeństwo skończy się dla wszystkich? - Uwielbiam szantażować ludzi!
- Zabijesz ich, jak tu przyjdą, prawda? - Zapytała smutno.
- Och nie, obiecałem ci, że tego nie zrobię. Poza tym nie mógłbym skrzywdzić Annabeth. Ale wiesz, oni mi się jeszcze przydadzą. - Pogłaskałem ją po czarnych włosach i wyszedłem.
- Jesmine, pilnuj jej. Ja muszę złożyć wizytę kuzynowi.


***
I co? Nadrobiłam chyba ostatni (krótki) rozdział? Chociaż trochę c'nie xd Bardzo fajnie pisało mi się perspektywę Nico, chyba będę to robić częściej xd
Powiem teraz to, co wszyscy: SZKOŁA, SZKOŁA i SZKOŁA ;ccc Komu to potrzebne xd Chociaż tak się cieszę, że spotkam moją kochaną klasę <3 Szykuje się najlepszy rok *.* Zakładam, że wy się nie cieszycie, prawda? :D
Komentujcie <3
Buziaczki ;*
Meggi

czwartek, 28 sierpnia 2014

Nominacja do LBA

No hejka :> Od razu mówię, że piszę rozdział, który pojawi się pod koniec tygodnia. :D
I tak. Zostałam nominowana do LBA przez Natalie, której za to dziękuję *.*
Przejdźmy do odpowiedzi.

1.Jaka jest twoja ulubiona książka?
- Percy Jackson, Herosi Olimpijscy, Dotyk Julii, Dar Julii i Sekret Julii <3

2.Jakie cechy powinien mieć według ciebie prawdziwy przyjaciel?
- Lojalność, bezinteresowność, .... i nie wiem co jeszcze xd

3. Kto jest twoim idolem?
Bartek Kurek, Krzysztof Ignaczak <3

4. Kto jest twoim ulubionym bohaterem książkowym?
Percy, Nico, Annabeth, Julia, Keny, Warner, Aria, Ezra <3

5. Jaki jest twój ulubiony film?
Wszystko z Marvela ;>

6.Czym się interesujesz?
- Sportem, najbardziej siatkówką i siatkarzami :D

7.Masz jakieś zwierzeta?
No i to dużo :D Mam 4 psy i jeszcze kilka kotów ;>

8.Masz rodzeństwo?
- Niestety mam brata i to starszego. 

9.Jakiej muzyki słuchasz?
- Nie mam określonego gatunku. Słucham tego, co leci w radiu :D

10.Podoba ci się mój blog?
Tak i to bardzo :D Czekam na nowy rozdział <3

11.Dlaczego piszesz bloga?
Żeby podzielić się moimi pomysłami z innymi :D

**
I teraz kogo nominuję:
- Vex (http://percy-j-story.blogspot.com/)
- Julie (http://dalsze-losy-herosow.blogspot.com/)
- Marry (http://percy-jackson-dalsze-losy.blogspot.com/)
- Chandles (percabeth-adventures.blogspot.com)
- Cleo M. Cullen (http://una-infinidad.blogspot.com/)

Moje pytania:
1. Jaki serial oglądasz?
2. Kogo najbardziej podziwiasz?
3. Najśmieszniejsza sytuacja w twoim życiu?
4. Liczy się dla ciebie zdanie innych?
5. Twój ulubiony kolor?
6. Kim chcesz zostać w przyszłości?
7. Czy przeczytasz kiedyś książkę, którą właśnie piszę xd?
8. Twój ulubiony aktor/aktorka?
9. Umiesz gotować?
10. Do której klasy teraz idziesz?
11. Lubisz jakiś sport?

***
I to by było na tyle :D Do następnego rozdziału misie *.*

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 22 (nareszcie :D) - I znów ta biel i czerń ...

No hejka misie :) Z lekkim opóźnieniem, ale jest. I tak, ja doskonale wiem, że jest krótki. Nie bijcie ;> Tak dużo się teraz dzieje, że chwilowo opuściła mnie wena. I'm so sorry ;c Co nie zmienia faktu, że rozdział dedykuję Krzyśkowi, który kontrolował moje pisanie na każdym etapie xd xoxo ;*

Oczami Thalii

-Może zanim ci pomożemy, wyjaśnisz nam, co się z tobą dzieje? Wszyscy bardzo chcieliby to wiedzieć - warknął Percy. Nie winiłam go, że był na mnie zły. Ale on tak na prawdę nic nie wiedział ...
- Nie mogę, jeszcze nie. Przepraszam. Annabeth.. - zwróciłam się do córki Ateny. Siedziała roztrzęsiona, widać, że ciężko znosi całą sytuację. Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, gdyż przerwała mi krótką uwagą.
- Nic nie mów, nie chcę tego. Nie przepraszaj.
- Musicie mi pomóc. Zaraz spotkam się z Jack'iem. Jest też tu Jasmine, ta, z którą uciekłam. Jeżeli dowiedzą się, że do was dzwoniłam, zabiją mnie. Ech, to wcale nie jest takie proste. - Nie wiedziałam jak mam to powiedzieć. Najpierw ich tak jakby zdradziłam, chociaż nie do końca. A teraz rozpaczliwie szukam pomocy.
- Jestem zamieszana w niezły bajzel. Ale to dotyczy was wszystkich. Szczególnie ciebie, Ann. Po rozmowie z Jack'iem i Jasmine nie będę mogła się więcej z wami kontaktować. Chodzi o wojnę. Prawdziwą, wielką wojnę. Jeszcze dziś porozmawiajcie z Hekate. To bardzo ważne. - Powiedziałam to chyba na jednym wdechu i do tego półszeptem. Sądząc po ich minach nie byli zadowoleni.
- Thalia... - zaczął Percy, ale nie miałam czasu na jakiekolwiek słuchanie pytań, czy oskarżeń.
- Nie. Kończę. Powodzenia. - I przerwałam połączenie.
  Dobrze, że mam charakter po ojcu, bo inaczej nie dałbym rady z całą tą chorą sytuacją. Odwróciłam się na pięcie w stronę drzwi prowadzących do głównego pomieszczenia. W chwili, gdy chwyciłam za klamkę usłyszałam głosy. Znaczy, że już są. Przez moment poczułam strach i ogarnęła mnie fala paniki, na którą nie mogę sobie teraz pozwolić. Muszę być twarda. Muszę być silna. Muszę pokazać przyjaciołom, że jestem po ich stronie.

Oczami Percy'ego

  Nie odzywając się właściwie ani słowem wstaliśmy z trawy i pobiegliśmy po swoje rzeczy. Annabeth wyglądała jakby nagle otrząsnęła się z tego całego załamania. Przestała szlochać i zastanawiać się nad wszystkim, a potem znowu nad wszystkim, żeby przejść do rozmyślania nad wszystkim. Niezła zmiana jak na jakieś pięć minut.
  Wziąłem plecak, który był już zapakowany, bo z tego, co pamiętam to mieliśmy wyruszyć na misję. Spotkanie z Hekate też można nazwać misją. Wybiegłem z domku numer trzy i czekałem na placu aż przyjdzie Ann. Po chwili zauważyłem jak biegnie w moją stronę, ale ktoś wpadł na taki sam pomysł jak ona. Kolizja była nieunikniona. Zderzyla się z kimś i upadła na ziemię. Starałem się nie śmiać. Naprawdę się starałem. Podszedłem do niej i pomogłem wstać.
- Ej przepraszam. Spieszę się - i już chciał odejść, ale złapałem go za ramię.
- A ty gdzie się wybierasz Nico? - Uniosłem brwi w górę i z niecierpliwością czekałem na odpowiedź.
- W przeciwnym kierunku niż wy. I jak już mówiłem, spieszę się. - Próbował wyrwać rękę z mojego uścisku, ale byłem silniejszy.
- Puść go. Albo nie. A może jednak. I tak musimy iść, chyba że nie pójdziemy - Annabeth znów kłóciła się ze sobą. Nico popatrzył na nią dziwnie.
- A ona co świruje? - zapytał.
- Może ci powiem, jak ty mi powiesz, gdzie się wybierasz. Pasuje? - Przewalił oczami.
- Nie powiem, ale weź coś zrób z Annabeth. - Rzucił, wyrywając swoją rękę.
- Czemu? - zdzwila mnie jego wypowiedź.
- Bo jedno oko ma czarne, a drugie zupełnie białe. A to nie jest normalne - i zniknął. Przeniósł się gdzieś drogą cieni.


***
Tak, tak krótkie. Poprawiane milion razy. Pisane cale dwa dni w męczarniach. Ale jest. Może nie jest aż tak źle jak mi się wydaje :D Prawda? *.*
Dobra nie rozpisuję się :) Komentujcie :D
Całuski ;*


środa, 13 sierpnia 2014

Nominacja do LBA ^^

Wracam po dość dlugiej przerwie, lecz jeszcze nie z rozdziałem. Wiem, mozecie mnie zbiczować xd
Zostałam nominowana do LBA przez Arię Pl, której bardzo dziękuję <3 Przejdźmy do pytań:

1.Twoja ulubiona para literacka.
-Percy i Annabeth, Julia i Warner, Aria i Ezra <3
2. Gdybyś miała możliwość zeswatania bohaterów (z pomieszanych książek) i zrobienia z nich pary to kto by to był?
- Jon Snow i Aria :D
3.Ulubiona książka polskiego autora.
- Nie mam pojęcia O.o
4. Jaką miałabyś nadzwyczajną moc, gdybyś mógł sobie wybrać?
-Taką jaką ma Julia, czyli coś czego nie da się określić, ale jest genialne :D
5. Ulubiony gatunek książek i filmów.
- Fantasy xd
6. Co byś zrobił z milionem, gdybyś wygrała taką kwotę w totka?
- Najpierw pojechałabym na jakiś mecz siatkówki i za sprawą VIP poznała siatkarzy. Później wyjechałabym stąd do Anglii, zmieniłabym imię i nazwisko i znalazłabym jakąs pracę :D
7.Edward czy Jackob?
- Sorry, nie znam się ;*
8. Jak chciałabyś mieć na imię?
-Megan <3
9.Sławna osoba, którą podziwiasz?
- Bartek Kurek, Krzysztof Ignaczak <3 
10. Cytat z książki, który zapadł ci w pamięć.
-"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei, I przed narodem niosą oświaty kaganiec. A kiedy trzeba na śmierć idą po kolei, Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec." I jeszcze jeden: "Nić, z której utkany jest czas tworzy życie... Z otchłani czasu dobiega zew, który odbija się echem w wieczności"
11. Czy uważasz recykling za coś wartościowego?
- Tak ^^

Nadejdzie taki dzień (obiecuję), że stworzę zakładkę o zacnym tytule Nominacje do LBA. I tam będą moje pytania i nominację, którę w końcu muszę wykonać xd I wykonam, zobaczycie :>
Rozdział w piątek. I może za namową pewnego anonimka z aska drugi rozdział pojawi się w sobotę.. ale nic nie obiecuje misie :D
Buziaczki <3